Parafialne dziękczynienie za plony – 20 sierpnia

2017-08-20 12-42-11_zmień rozmiarChociaż z nieba lały się strugi deszczu, chociaż panowało dokuczliwe zimno, chociaż wiadomo było, że taka pogoda uniemożliwi realizację wszystkich zaplanowanych punktów uroczystości, to w niedzielne przedpołudnie świątynię i plac przykościelny tłumnie wypełnili wierni. Już św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian pisał: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk, czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?” (Rz 8,35). Cóż zatem znaczyła mało zachęcająca do wyjścia z domu aura wobec potrzeby wyrażenia wdzięczności Bogu za jego łaskawość towarzyszącą rolnikom podczas tegorocznych żniw! To Boże błogosławieństwo sprawiło, że spichlerze (silosy zbożowe) wypełnione są ziarnem, na zbiór czekają łany dorodnej kukurydzy, półki spiżarek pełne są przetworów z owoców i warzyw i … w każdym miejscu dostrzegamy Bożą ingerencję, wspierającą nasz ludzki wysiłek.2017-08-20 12-11-08_zmień rozmiar

Dziękowaliśmy za Nią podczas uroczystej mszy św., a zewnętrznym przejawem tej wdzięczności był bochen chleba upieczony z tegorocznego ziarna oraz  tradycyjne wieńce dożynkowe i kosze z darami ziemi, złożone u stóp ołtarza przez przedstawicieli poszczególnych miejscowości. Jak przystało na prawdziwe dożynki, nie mogło zabraknąć ich starościny i starosty. Tę zaszczytną funkcję pełnili: pani Maria Patoka i pan Waldemar Gąsiorowski, mieszkańcy Janówka. Pan Rafał Okrzeja, właściciel stadniny koni w Janówku, zadbał o to, aby tak zacni goście i gospodarze uroczystości przybyli na nią w równie uroczysty sposób. Wiejska konnica złożona z 2 bryczek i woza konnego, pięknie przystrojone pojazdy i uprząż koni robiły wrażenie! Dziękujemy za przypomnienie, jak to „drzewniej na wsi bywało”, jaki środek lokomocji dominował, jakie znaczenie dla gospodarzy miało i ilu zabiegów wymagało odświętne przygotowanie furmanki i konia.

2017-08-20 12-58-54_zmień rozmiarPo zakończeniu eucharystii dożynkowy korowód przemaszerował do kaplicy. Tu odbyła się dalsza część uroczystości. Głos zabrała Wójt Gminy Wierzbno, pani Hanna Kelleher. W krótkich słowach  podziękowała  rolnikom za ich ciężką i często niedocenianą pracę. Następnie delegaci poszczególnych wiosek dokonali prezentacji „swoich dożynkowych darów”. Były więc stylizowane na ludowo przyśpiewki, wiersze i krótkie teksty związane z symboliką wykonanego wieńca.

Ideą tegorocznych dożynek było przypomnienie i podkreślenie roli, jaką w społeczności wiejskiej spełnia sołtys. Gospodarze wiosek należących do 2017-08-20 12-47-23 (2)_zmień rozmiarnaszej parafii zostali zaproszeni na uroczystość i każdy z nich otrzymał symboliczny upominek w podziękowaniu za trud i wysiłek wkładamy w pełnienie swoich obowiązków. Okazją do przypomnienia kto jest kim, w jakiej wiosce „włodarzy”, jak długo pełni swoją funkcję, był konkurs z nagrodami pod hasłem „Sołecka familiada”. Prowadzony przez „przyjaciela parafii”, pana Andrzeja Kącę, dostarczył nam wielu interesujących informacji. Radosna uroczystość przebiegała w radosnym klimacie. Jej zwieńczeniem był występ Zespołu „Divers”. Piosenki skutecznie rozgrzały nasze ciała, poczynające kostnieć od iście jesiennego chłodu.

Prozaicznie, niepogoda podczas dożynek uzmysłowiła, jak cennym było słońce w czasie, gdy na zbiór czekały łany dojrzałych zbóż, jak szybko i sprawnie dzięki temu mogliśmy zakończyć żniwny czas.

Chwała Panu!

Małgorzata Wąsowska

2017-08-20 13-30-55_zmień rozmiar

Na Oazie odkrywamy Kościół jako wspólnotę

IMG_2338_zmień rozmiarCzęsto krytyka Kościoła jako instytucji wynika z tego, że ktoś po prostu nie zna Kościoła i sam nie żyje w społeczności parafialnej. Jako instytucja bosko-ludzka Kościół ma swoje blaski i cienie, ponieważ tworzą go zastępy świętych i błogosławionych oraz rzesze grzesznych ludzi. Wymownym jest porównanie Kościoła do witrażu. Nawet piękne witraże jak np. w naszej siedleckiej katedrze, oglądane z zewnątrz, są matowe, szare  i nieatrakcyjne. Dopiero wchodząc do wnętrza świątyni, możemy dostrzec zamysł artysty, piękne obrazy z różnokolorowych szkiełek, przez które przenikają promienie słoneczne. Podobnie jest z Kościołem. Całe piękno widać od wewnątrz, gdy wzrastamy we wspólnocie Kościoła, przeniknięci Bożą mocą i światłem Ducha Świętego. Choć formalnie jesteśmy w Kościele już od dnia przyjęcia Sakramentu Chrztu św., to jednak bierne uczestnictwo w niedzielnej Mszy św., nie pozwala nam dostrzec całe bogactwo i piękno Kościoła. Potrzebna czegoś więcej, np. trudu pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, albo udziału w rekolekcjach oazowych.IMG_2436_zmień rozmiar

Osobiście mogłem doświadczyć wspólnoty Kościoła na misjach na Syberii, a ostatnio (21 – 26 sierpnia 2017 r.) na Rekolekcjach Oazowych dla rodzin w Bobrownikach. Duch Święty w ciągu kilku dni zrobił swoje DZIEŁO i poczuliśmy się w Kościele jako w prawdziwej WSPÓLNOCIE. Niesamowite, że 18 rodzin (w tym 13 rodzin po raz pierwszy na Oazie Ewangelizacyjnej) przeżyło jakąś wewnętrzną przemianę. Otwarci na Chrystusa i Jego Słowo, gotowi do wzajemnej służby i przyjęcia spartańskich warunków bytowych wszyscy uczestnicy, a było nas prawie 70 osób, scalili się we wspólnotę. Każdego dnia zaczynało się od wspólnego obierania ziemniaków, przygotowania surówek i nakrywania na stoły, a temu towarzyszyła kawa i szczere rozmowy. Po jutrzni i śniadaniu małżonkowie gromadzili się na wspólne śpiewanie, aby przygotować repertuar pieśni na Eucharystię i nabożeństwa. IMG_2389_zmień rozmiarWielką rolę odgrywały codziennie dwa spotkania w grupach czyli kręgach rodzin, którym przewodniczyły pary animatorskie. Małymi dziećmi (było ich w sumie 23, a niektóre liczyły jeden rok czy 2 latka) opiekowała się diakonia wychowawcza, czyli mama Kasia i kilkoro dziewcząt. Dzieci szybko polubiły swoje opiekunki. Zaopatrzenie i rodzinny klimat wnosili Gosia i Jurek Baczkura zatroskani o wszystko, co było potrzebne do spokojnego życia wszystkich uczestników. Miłym wydarzeniem był mecz między tatusiami a synami w piłkę nożną oraz przejażdżka konno dla dzieci.

Codziennie bardzo ważnym wydarzeniem była wspólna Eucharystia. A Duch Święty działał, abyśmy mogli przeżyć osobiste spotkanie z Chrystusem i uwierzyć całym sercem w miłość Boga. Spotkanie Jezusa z Nikodemem i Samarytanką stało się niejako zwierciadłem dla osobistego doświadczenia Pana Boga. Mogliśmy uświadomić sobie jak wiele spraw, przyzwyczajeń i grzechów przesłania nam Boga i zajmuje naczelne rzeczy miejsce w naszym sercu. Przed Najświętszym Sakramentem uroczyście każdy miał szansę wyznać, że Jezus jest Panem naszego życia. „Poddaję się całkowicie Tobie i Twojej świętej woli, abyś uczynił ze mną to, co chcesz. Nie chcę już być więcej centrum swojego życia, Panie. Ty przejmij nad nim kierownictwo. Uczyń, abym pragnął i robił to, co TY chcesz. Ogłaszam Cię PANEM mojego życia, moim jedynym PANEM. Nie chcę być niewolnikiem ani pieniędzy, ani żadnej wady lub żądzy, ani przyjemności, która mnie oddala od Ciebie…” .IMG_2350_zmień rozmiar

Jestem wdzięczny wszystkim za szczere otwarcie na siebie nawzajem i za świadectwa. Z serca dziękuję dk Markowi Kondejowi za jego obecność, radość i posługę. W sobotę na zakończenie rekolekcji małżonkowie odnowili przyrzeczenia małżeńskie i po obiedzie nie chcieli wyjeżdżać, chociaż rekolekcje dobiegły końca. Posprzątaliśmy ośrodek i w sercu było pragnienie, aby jeszcze pozostać w tym gronie i wielbić Pana. Wiele rodzin obiecało za rok spotkać się już na dwutygodniowej Oazie.

 Wdzięczny Panu za doświadczenie Kościoła jako braterskiej wspólnoty

– ks. Kazimierz, moderator

IMG_2398_zmień rozmiar

Białystok…WIERZBNO… Częstochowa

DSCN0959_zmień rozmiarWiele szlaków prowadzi do Częstochowy, na Jasną Górę, gdzie w cudownym wizerunku pozostaje z nami Maryja. Na jednym z nich leży Wierzbno. To zasługa organizatorów Białostockiej Pieszej Pielgrzymki. Przed laty wybrali naszą parafię na miejsce odpoczynku i regeneracji sił przez pątników podążających do tronu Królowej Polski. I tak pozostało. W tym roku po raz 31 dla pielgrzymów pieszych i po raz 6 dla rowerzystów – pielgrzymów otworzyliśmy bramy naszych serc i drzwi naszych domów. Ta „tradycja” przybywania do naszej wspólnoty w pierwszych dniach sierpnia białostoczczan stała się znaczącym elementem, zarówno w wymiarze życia parafialnego, jak i osobistego. Czekamy na pielgrzymów, jak czeka się na długo nie widzianych znajomych, z którymi dzielimy się swoimi radościami i troskami, którzy często imponują nam prostym świadectwem wiary, skłaniającym  do refleksji o własnej wierze. Pielgrzymka staje się okazją do dających do myślenia, ciekawych odkryć. DSCN0970_zmień rozmiarPrzygotowania do przyjęcia zdrożonych pątników, dodatkowo absorbujące nas czasowo i finansowo, o dziwo nie wprowadzają zamętu i chaosu w nasz z pozoru uporządkowany i zapracowany codzienny rytm życia. Motywują do nowych działań. Okazuje się, że słynne wierzbniańskie pierogi lepi się łatwiej i sprawniej w towarzystwie sąsiadek lub znajomych, którym nie wypada odmówić pomocy w czymś robionym dla pielgrzymów. Uświadamiamy sobie jakie niewykorzystane możliwości kryją się w naszych domach, mieszkaniach. Chociaż zaludniają się bardziej niż na co dzień (wskaźniki indywidualne – u piszącej 4,5 razy więcej) daje się pogodzić korzystanie z łazienki i kuchni, etc. Jak duży, ukryty w nas potencjał, iście ewangeliczne talenty! Czy pomnożylibyśmy je, czy zdobylibyśmy się na to i o wiele więcej nie wymienione tutaj, gdyby na początku sierpnia Pan nie stawiał na naszych drogach tych, którzy chcą i mogą pozostawić wszystko i wyruszyć na pielgrzymi szlak? Odpowiedz nie jest jednoznaczna, ale na pewno krótki pobyt pielgrzymów w naszej wspólnocie parafialnej możemy traktować w kategorii naszego metaforycznego pielgrzymowania. DSCN0993_zmień rozmiarKarminy głodnych, poimy spragnionych, przyjmujemy pod dach wyjątkowych podróżnych, a wiec  spełniamy uczynki, do których jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani. Czyniąc to wszystko pokonujemy taki króciutki etap na drodze ziemskiego pielgrzymowania każdego z nas, ufamy że zbliżający do ostatecznego celu Ich pielgrzymka staje się pielgrzymką naszą. Dziękujemy za Białostocką Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę. Pielgrzymi przyjęli zaproszenie na następny rok, a my z radością i nadzieją czekamy na ich przybycie.

Małgorzata Wąsowska

DSCN1006_zmień rozmiar

3-12.07: Wyprawa na Syberię – Мечты сбываются!

DSCN0725_zmień rozmiarGaleria !!!

Spełniły się moje marzenia, ponieważ mogłem znów pojechać na Syberię, aby spotkać się z ludźmi bliskimi mojemu sercu, którym przez lata towarzyszyłem w drodze do Pana Boga i do Kościoła. Na Syberii doświadczyłem przedziwnego działania Bożego i widziałem wiele cudów Jego miłosierdzia. Jestem niezmiernie wdzięczny Opatrzności Bożej za czas posługi duszpasterskiej na Syberii (od września 1992 r. do lipca 2011 r.). To było dziewiętnaście pięknych lat mojego kapłaństwa.

Zanim przejdę do relacji z ostatniego pobytu wypada coś wspomnieć o tych 19 latach na Syberii. Pan włożył w moje serce gorące pragnienie pracy na misjach i w pierwszych miesiącach 1992 roku jasno zrozumiałem wolę Bożą, że mam jechać na Syberię i posługiwać ludziom, do których mnie pośle biskup Josif Werth z Nowosibirska. Pierwszą parafią był Tomsk, w którym na tzw. „woskresenskoj górze” wznosi się kościół zbudowany w 1833 r. przez polskich zesłańców. Proboszczem od 1991 r. był ks. Anton Gsell, a ja miałem odnajdywać i posługiwać katolikom na terenie tomskiej obłasti (obwodu), która jest większa niż terytorium Polski. DSCN0698_zmień rozmiarPamiętam, jak wielkim szczęściem była dla tych ludzi możliwość przystąpienia do sakramentu pokuty. Np. w Aleksandrowsku na północy obłasti (ponad 1000 km od Tomska) odwiedziłem Josifa Ebersa, a ten od razu zaprowadził mnie do swego schorowanego przyjaciela Johansa, który od kilkudziesięciu lat czekał na kapłana, aby się wyspowiadać. Płakał ze szczęścia, że zdążył przed śmiercią pojednać się z Panem Bogiem i przyjąć Komunię św. Warto być kapłanem, aby i kilku takim katolikom, którzy w czasie komunizmu cierpieli za wiarę, pomóc pojednać się z Bogiem. W Tomsku moim nauczycielem języka rosyjskiego był Anatolij, zdeklarowany komunista. Codziennie przede Mszą przychodził do kościoła, aby sprawdzić moją homilię i uczyć mnie właściwie stawiać akcenty. Po kilku miesiącach ten ateista odnalazł Boga i prosił mnie o przygotowanie do spowiedzi. Odbywszy kurs katechez, mógł przystąpić do sakramentu pokuty i zaczął żyć we wspólnocie Kościoła. Odtąd wraz z młodzieżą w każdą niedzielę odwiedza więzienie dla młodocianych przestępców, aby mówić im o  Chrystusie jako Zbawcy. Trzy lata posługi w Tomsku szybko przeleciały: powstało kilkanaście katolickich wspólnot w terenie, udało się nam odzyskać polski kościół w Biełastokie i pomyślnie rozwijała się praca z rodzinami na tzw. „Каникулах с Богом” czyli wakacjach z Bogiem.

DSCN0889_zmień rozmiarW sierpniu 1995 roku ks. Biskup Josif skierował mnie  na zachodnią Syberię do Tiumienia i Omutinki. Sytuacja nie była łatwa. Budynek kościoła w Tiumieniu był przekazany dla państwowego uniwersytetu i stanowił tzw. dom uczonych oraz salę koncertów organowych. Jako wspólnota parafialna mogliśmy tylko w środy i niedziele wynajmować kościół na 1 godzinę, aby odprawić Mszę św. Zawierzając sprawę zwrotu świątyni św. Józefowi, zacząłem zbierać dokumenty archiwalne, potwierdzające fakt, że jest to kościół zbudowany w 1905 r. przez Polaków, ówczesnych zesłańców. Podjęliśmy także różne działania, aby powiększyć wspólnotę katolicką w Tiumieniu (początkowo tylko około 20 osób) i szukać kontaktów  z katolikami na rozległej Tiumienskoj obłasti (terytorialnie pięciokrotnie większa niż Polska). W Omutince była już zarejestrowana niemiecka wspólnota katolików i w niej znajdowałem oparcie. Wkrótce, z Bożą pomocą, udało się dotrzeć do katolików w Iszymie i Pleszkowo, aby i tam tworzyć wspólnotę wierzących. W 1997 roku dzięki pomocy niemieckich katolików została w ciągu kilku dniu wzniesiona w Iszymie niewielka świątynia. Wzrastało zainteresowanie Panem Bogiem wśród mieszkańców miasta i co tydzień zaczęliśmy sprawować w Iszymie Eucharystię i prowadzić katechizację. Pan Bóg błogosławił w pracy z młodymi i do sakramentu małżeństwa przygotowywało się kilka par narzDSCN0784_zmień rozmiareczonych. Tatiana i Michaił pragnęli stworzyć chrześcijańską rodzinę, ale nie mieli dachu nad głową. Mieszkania w hotelu robotniczym nie brali pod uwagę ze względu na ciągłe tam libacje, awantury i pijaństwo. Gdy podzieli się tym problemem, zaproponowałem codzienną modlitwę w tej intencji. Pan Bóg przedziwnie prowadził, że po kilku dniach spotyka mnie Wiktor katolik, pracujący w telewizji i mówi o swoim mieszkaniu w Tiumieniu, które chce komuś wynająć, gdyż otrzymał zatrudnienie w TV na północy obwodu. Wspomniałem mu o Tani i Michaile, z radością dał im klucze do mieszkania. Pierwsze trzy lata młodzi małżonkowie skorzystali z życzliwości Wiktora. Dziś mają swoje mieszkanie i sześcioro dzieci. Innym znakiem od Pana Boga było odzyskanie kościoła w Tiumieni. Po ludzku sądząc nie było szans na zwrot kościoła, ale u Boga wszystko jest możliwe. Ufni w Bogu, parafianie codziennie modlili się do św. Józefa, który jest patronem tej wspólnoty. W maju udało się zebrać wszystkie dokumenty i zawiozłem je do ministerstwa własności i ministerstwa kultury w Moskwie. Regularnie co dwa tygodnie dzwoniłem, aby dowiedzieć się jak toczą się nasze sprawy. W listopadzie otrzymałem pozytywną odpowiedź, że kościół ma zostać przekazany wspólnocie katolickiej. Chwała Panu, 25 grudnia 1998 r. oficjalnie kościół pw. św. Józefa w Tiumieniu został zwrócony parafii.

Od maja 1999 roku zostałem proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego w Iszymie i moim zadaniem było posługiwanie katolikom i tym, którzy szukają Pana Boga w promieniu do 200 km wokół miasta. Początkowo mieszkałem gościnnie u parafian, ale udało się kupić mieszkanie i po remoncie służyło jako parafialne centrum. Dobrą reklamę Kościołowi robił Caritas, gdzie fachową pomoc mogli otrzymać  ludzie przykuci do łóżka, wypożyczając środki rehabilitacji, mamy samotnie wychowujące dzieci, a także bezdomni i trudna młodzież, pragnąca zmienić swoje życie. W parafii DSCN0796_zmień rozmiardziałał Klub Seniora, oraz wydawaliśmy parafialną gazetkę „Возрастание в Церкви” – „Wzrastanie w Kościele”. W ciągu 7 lat ukazało się 105 numerów „Возрастания в Церкви”, a w nich wypowiedzi ludzi i historia ich drogi do Pana Boga. Wspomnę świadectwo babci Emilii z Iszymu, która po 70 latach mogła przystąpić do spowiedzi i przyjąć Chrystusa w Komunii św. Wywieziona w 1936 r. z okolic Grodna, zdążyła jeszcze w wieku 7 lat przystąpić do I Komunii św., a potem zsyłka do Irkuckiej obłasti, następnie do łagru koło Nowosybirska. Przeżyła śmierć kliniczną i już w trumnie czekała na pogrzeb, ale ocknęła się i wróciła do normalnego życia. Po kilku miesiącach przygotowań Emilia Nieczajewa przystąpiła do swojej  drugiej spowiedzi. A potem codziennie przychodziła na Mszę św. w Iszymie i będąc już głuchą zawsze prosiła, aby powtórzyć jej do ucha o czym była homilia. Dzięki Panu Bogu wspólnota wierzących w Iszymie powoli wzrastała, a także powstało kilkanaście wspólnot w terenie, z których największymi były wspólnoty w Gałyszmanowo i w Kazance. Z wielkim zaangażowaniem mężczyzn budowaliśmy kaplicę w Gałyszmanowo i do dziś troszczą się oni o swoją świątynię. Szczególnym znakiem Bożego błogosławieństwa była praca z rodzinami, comiesięczne spotkania w Caritasie, rekolekcje latem w ramach tzw. „Wakacji z Bogiem”. Dziś są to piękne wielodzietne rodziny, rodzice starają się przekazać wiarę swoim dzieciom oraz w różny sposób wspierają się nawzajem w troskach i kłopotach. Wielką pomoc rodzinom okazała nauczycielka języka polskiego, pani Dorota Kuzawińska, która przez 10 lat troszczyła się duchowe odrodzenie rodzin w Iszymie i w różnych miejscowościach.

Po dłuższym wprowadzeniu w realia Kościoła na Wschodzie, wróćmy do naszej wyprawy. Wraz z p. Dorotą Kuzawińską i jej koleżanką Bożeną przybyliśmy 3 lipca samoloteDSCN0684_zmień rozmiarm do Tiumienia. Wyjechał po nas na lotnisko ks. Leszek Hryciuk, a później piękne spotkanie z kapłanami. Następnego dnia, we wtorek, pociągiem jedziemy do Iszymu i radosne przywitanie z parafianami na dworcu kolejowym. Zaraz z ks. Melicharem jedziemy do Pleszkowo, aby tam sprawować Eucharystię w niemieckiej wspólnocie. Choć minęło sześć lat, to czuję się jakbym nie wyjeżdżał od nich. Jestem szczęśliwy ze spotkania z Lwem Aleksandrowiczem Gerberem, który bardzo dużo pomógł przy budowie świątyni w Iszymie i w 2000 roku wyjechał do Niemiec, ale przed rokiem wrócił na Syberię.  W środę z rana jesteśmy na zajęciach w Caritasie, a po obiedzie jedziemy na południe do wspólnoty w Ogniowo i Kazance. Z ogromną radością nas witają katolicy w Ogniowo (narodowości litewskiej, niemieckiej oraz ukraińskiej), a po Mszy św. goszczą blinami czyli naleśnikami ze śmietaną. Mieszkają ubogo, ale przyjmują z otwartym sercem. Szybko mija godzina rozmowy przy herbacie i trzeba jechać dalej do Kazanki. Tam będziemy sprawować Eucharystię  u Jełgowskich w nowym domu. Przychodzi na Mszę św. dużo ludzi, Aleksander Gołynski jako organista gra na bajanie. Mówię w homilii o potrzebie budowania duchowego kościoła, jakim jest rodzina na fundamencie żywej wiary, poprzez czyny miłości i ufność złożoną w Panu. Tę wspólnotę tworzą głównie Polacy, którzy przejechali z Kazachstanu na Syberię. Wielką nadzieją są dzieci w każdej rodzinie. Modlą się o powołanie do służby Bogu w Kościele. Szybko biegnie czas i wieczorem wracamy do Iszymu. Następnego dnia mamy więcej czasu, odwiedzamy rodzinę Czechowskich w Łazawom, a później chore babcie, które nie mogą wyjść z domu. Pragnę nawiedzić także cmentarz, a na nim dwóch śp. Aleksandrów, którzy w wieku 18 lat niespodzianie szybko odeszli do Boga. Modlimy się także na mogile babci śp. Anny Szachunowej, Polki, która była radosną i głęboko wierzącą osobą. W czwartek na Mszę św. wieczorem w Iszymie przychodzi dużo ludzi, nie tylko katolicy, ale i prawosławni. Długo rozmawiamy stojąc przed kościołem. W piątek jedziemy do Wikułowo (około 130 km od Iszymu). Trudne rozmowy o sensie życia, ponieważ Jana 40 letnia córka gospodarzy zmarła na nowotwór. Nadzieją jest to, że w szpitalu w Omsku przystąpiła do  spowiedzi i przyjęła sakrament chorych. W homilii staram się ukazać nadzieję życia wiecznego i gorąco się modlę. W drodze powrotnej choć już zapadł zmrok zajeżdżamy do Bolszowo Sarokino. Odwiedzamy rodzinę Łakowych, którzy bardzo wiele łask otrzymali od Pana Boga. Jurij wcześniej bardzo dużo pił, gdy się z nim zapoznałem leżał sparaliżowany na sienniku i myślał o samobójstwie. Nie był ochrzczony i nie znał żadnej modlitwy. Dałem mu wtedy obrazek z podstawowymi modlitwami i poleciłem, że jeśli chce żyć, to niech się modli, czyli czyta te modlitwy z ikonki. Dziś Jura nie pije alkoholu i jest odpowiedzialnym ojcem już dorosłych dzieci. W sobotę z rana kolejna wyprawa do katolików. O 9.00 rano mamy być w Omutince (140 km na zachód), aby sprawować Eucharystię w niemieckiej wspólnocie. Po Mszy św. pijemy herbatę, dzielą się swymi radościami, a ja  opowiadam o parafii w Wierzbnie. Jest trochę czasu, aby pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem i jedziemy do Gałyszmanowo. DSCN0954_zmień rozmiarGorące powitanie i łzy szczęścia ze spotkania. Czuję się jak w prawdziwej chrześcijańskiej rodzinie. Znów Msza św., podczas której zachęcam do gorliwości w apostolstwie, aby docierali do tych, którzy rzadziej przychodzą do kościoła. Jestem wdzięczny Panu Bogu za tych dobrych ludzi, z otwartym sercem i przepełnionych radością. W niedzielę 9 lipca rezygnujemy z wyjazdu do katolików w Nowotrawnoje, ponieważ obiecali przyjechać do Iszymu. Na Eucharystię o 10.00 przybyło dużo ludzi: rodziny z dziećmi, młodzież i starsi. Niektórzy przyjechali z daleka (np. Szangowi z Tiumienia, Mislerowie z Zawodoukowska, czy Motowiłowy z Wikułowo, oraz Skworeckasy z Gagare). Z serca dziękuję Panu Bogu za tutejszych katolików, promieniujących radością. Samych małych dzieci było ponad  trzydzieścioro, spokojnie bawiących się przed świątynią. W homilii zwracam uwagę na słowa Pana Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28) i zachęcam do regularnego uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii. Po Mszy św., spotkanie w Caritasie, możemy wypić herbatę i rozmawiać ze sobą. Piękny czas dzielenia się swoimi radościami i troskami. Około 16.00 jadę do Walerego i Julii Popowych, którzy są szczególnie wdzięczni Panu Bogu, za swoją rodzinę i wszelkie łaski. Mają dwie śliczne córeczki. Walery przez 14 lat przyjmował narkotyki i wydawało się, że wszelkie modlitwy w jego intencji nie przynoszą skutku. Jednak Pan okazał swoją moc i od 9 lat Walery nie zażywa narkotyków, nie pije alkoholu i ostatnio rzucił palenie papierosów. Znów mam potwierdzenie, że u Boga nie ma sytuacji beznadziejnych. W poniedziałek żegnamy się z parafianami w Iszymie na porannej Eucharystii i jedziemy 370 km do Tobolska. Dziś w Tobolsku żyje ponad 200 tys. ludzi. W historycznej dzielnicy, u podnóża wzgórza, na którym wznosi się tzw. tobolski Kreml, polscy zesłańcy na początku XX wieku zbudowali piękny neogotycki kościół. Znaczącym sponsorem była polska rodzina Poklewskich-Kozieł. W tym czasie katolicka wspólnota w Tobolsku liczyła ponad 5000 osób. Niestety po rewolucji komuniści odebrali wierzącym świątynię i urządzili w niej skład filmów, propagujących nowy porządek według ideologii Marksa i Lenina. W latach 90. ubiegłego wieku, dzięki staraniom ks. Stanisława Kollera, świątynia w opłakanym stanie została zwrócona katolikom. Polacy budujący w tym czasie w Tobolsku kombinat chemiczny, podjęli się wielkiego dzieła – generalnego remontu kościoła, odbudowy wieży, wymiany zmurszałej cegły, wykonania posadzki i tynków oraz osuszenia terenu wokół świątyni. Obecnie w Tobolsku posługuje ks. Dariusz, a wspólnota katolicka liczy niewiele ponad 20 osób. Szczerze modlimy się na Eucharystii, aby ta piękna świątynia napełniła się katolikami. We wtorek mamy trochę czasu na zwiedzanie Kremla i spacer po starym Tobolsku. Po południu jedziemy do Tiumienia, ponieważ w środę rano mamy samolot do Moskwy i Warszawy. Trzeba wracać do Wierzbna. Serce przepełnia wdzięczność za tych życzliwych i otwartych ludzi. Obiecuję codziennie pamiętać o katolikach na Syberii, odmawiając w ich intencji choćby jeden dziesiątek różańca.

Bądź uwielbiony, Panie, za to, że swoją mocą i miłosierdziem otaczasz tych, którzy do Ciebie z ufnością przybiegają. Wdzięczny za dar powołania – ks. Kazimierz.

+++

Radość dzielenia się z innymi

W ostatnich dniach  03 – 12 .07.2017r. Pan Jezus ofiarował mi „piękną lekturę”– wyjazd do Rosji, gdzie w latach 2000 – 2011 miałam  okazję pracować w Iszymie  – Rosji, gdzie Proboszczem był Ks. Kazimierz Jóźwik- obecny Proboszcz parafii Wierzbno. Ks. Kazimierz po sześciu latach postanowił odwiedzić swoich byłych Parafian. Pan Bóg pozwolił mi  zobaczyć, wręcz dotknąć wielu Łask  jakie uczynił w parafii  Iszym przez ręce Kapłana.

Pragnę podzielić się jedną sytuacją, która zapadła mi w duszę. Kiedy Rodzina Czechowskich przyjechała z  Kazachstanu (gdzie nie dało się żyć: problemy z pracą, prześladowanie ruskojęzycznych  narodowości, ciągłe wyłączanie ciepła, prądu…,brak perspektyw nauki dla dzieci, itp.) do Iszymu, była jesień  i perspektywa długiej zimy.  Pięcioosobowa rodzina zamieszkała  w małym domku, rodzice nie mogli podjąć pracy, gdyż nie mieli jeszcze obywatelstwa i potrzebnych dokumentów, warzywa z ogrodu zabrali wcześniejsi gospodarze, brakowało drzewa na opał na całą zimę. W takiej sytuacji Ks. Kazimierz bardzo  szybko podzielił się tym co miał, a przede wszystkim towarzyszył im duchowo… Rodzina doświadczyła wielkiej miłości od Kościoła…

Minęło sześć lat po tej sytuacji: Czechowscy mają już własny dom, urodziło się dwóch synów, Ojciec rodziny stracił przy budowie domu cztery palce u prawej ręki, obecnie ma pracę, starsze córki dobrze się uczą, mama Julia  nie  pracuje zawodowo, wychowuje dzieci, ale najpiękniejsza w tej rodzinie jest wzajemna miłość, radość dzielenia się z innymi….

Jura – ojciec rodziny mówi: „my nie możemy inaczej żyć taki przykład miłości, służby dał nam Ks. Kazimierz, a my teraz staramy się także dzielić się tym co posiadamy z innymi, nie tylko materialnymi wartościami, ale także duchowymi… Codziennie mamy dużo zajęć, umówionych spotkań czy zadań do zrealizowania. Czasami robimy wszystko naraz, czasami nie możemy się za nic zabrać, bo nasza uwaga jest rozproszona przez nadmiar czynności. W tym wszystkim brakuje czasu na zwykłe zatrzymanie się i odczuwanie radości z prostych czynności, cieszenia się z drobiazgów. Zrozumiałem ,że nasza rodzina ma się  otworzyć  na świat, na  potrzeby ludzi w parafii, chcę wierzyć  w dobro człowieka, uświadomiłem sobie, że  niepotrzebnie tracimy czas na zamartwianie się, przejmowanie się  drobiazgami.  W życiu tak naprawdę najważniejsza jest… miłość.  Potrzeba kochania jest tak silna w każdym człowieku, że jeżeli pozostanie niezaspokojona, jest nam naprawdę ciężko. To miłość potrafi nas pchać do działania, pozwala przenosić góry,  ale też uczy nas,  jak celebrować zwykłe chwile.

Staramy się pamiętać o tym, że  miłość możemy dawać wtedy, gdy sami jesteśmy jej pełni, dlatego troszczymy się o częstą Eucharystię, spowiedź, wspólną  rodzinną modlitwę. Dzielenie się miłością z drugimi ludźmi, w których mieszka Chrystus nie może nigdy zejść na drugi plan.”

                                                         Z wdzięcznością  za te piękne chwileDorota

+++

Dziękuję Panu Bogu za dar pobytu w Rosji. Miałam tam możliwość uczestniczenia przez kilka dni w życiu tamtejszych katolików. Spotkania z nimi bardzo mnie ubogaciły. Uczestniczyłam w Mszach świętych, na które kapłan dojeżdżał nawet po kilkadziesiąt kilometrów. Odbywały się one w kaplicach albo w domach prywatnych. Cennym doświadczeniem było spotkanie w Ogniowo. W skromnym mieszkaniu, wśród kilku starszych kobiet, dzieci i młodych kapłan sprawował Eucharystię. Zachwyciła mnie prostota miejsca, zaangażowanie w śpiew, modlitwę, atmosfera niezwykłej gościnności. Pomyślałam, że mam w Polsce wiele darów: dostęp do kościoła, do kapłana i jego posługi, do sakramentu pokuty wtedy, kiedy go potrzebuję, a ci ludzie tylko raz w tygodniu mogą spotkać się z kapłanem i uczestniczyć we Mszy świętej. Zrozumiałam, że za mało doceniam te dary. Chcę się modlić za tych ludzi, gdyż wiem że potrzebują wsparcia.

W innym miejscu, tym razem w kościele, odczułam ducha rodziny: wzajemne powitania, uśmiech, życzliwość – zainteresowanie drugim człowiekiem. Dobrze było być wśród tych ludzi, nie przeszkadzało to, że nie znam języka i niektórych widzę po raz pierwszy. Uczestniczyliśmy w Mszy świętej i modliliśmy się do naszego wspólnego Ojca.

Zrozumiałam, że Kościół to wspólnota, którą należy budować w ludziach, których spotykam na swojej drodze chcę widzieć Jezusa.

Bożena

20-21 czerwca: Pielgrzymka dzieci komunijnych

DSCN0616_zmień rozmiarW przededniu wakacji dzięki Bożej Opatrzności odbyła się pielgrzymka wdzięczności dzieci za dar Pierwszej Komunii św. Cała grupa liczyła 23 osoby (dzieci i mamy). Celem naszej wyprawy były piękne i słynące łaskami miejscowości w północno-wschodniej Polsce: Sokółka Białostocka, Wigry, Święta Lipka i Gietrzwałd.

A. W każdej Eucharystii jesteśmy świadkami cudu. Podczas przeistoczenia chleb staje się prawdziwym Ciałem, a wino Krwią Chrystusa Pana, chociaż nie zmienia się ich zewnętrzny kształt, zapach i smak. W październiku 2008 roku w kościele św. Antoniego w Sokółce Białostockiej dokonało się coś szczególnego. Kapłanowi udzielającemu Komunię świętą upadł na stopień ołtarza konsekrowany komunikant czyli Ciało Chrystusa. Zgodnie z procedurami kościelnymi ta hostia została umieszczona w naczyniu z wodą (tzw. vasculum), aby się mogła rozpuścić. Siostra zakrystianka przeniosła to naczynko do sejfu w zakrystii. Po tygodniu siostra Julia otworzywszy vasculum zobaczyła resztkę białego komunikanta zespoloną z czerwona plamką wielkości paznokcia. Badania patomorfologiczne przeprowadzone na polecenie abpa Edwarda Ozorowskiego wykazały, że badany fragment przybrał postać tkanki mięśnia sercowego człowieka w stanie agonalnym. Cud eucharystyczny został uznany przez ordynariusza białostockiego i od 2011 r. w specjalnym relikwiarzu znajduje się w kaplicy różańcowej w kościele św. Antoniego. Obecnie tysiące pielgrzymów przybywa do Sokółki, aby adorować Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. We wtorek dzieci z naszej parafii adorowały Pana Jezusa a podczas Eucharystii z wdzięcznością przyjęły Komunię św. Obejrzeliśmy również film, który ukazuje badania naukowe nad cudem eucharystycznym w Sokółce i przytacza świadectwa ludzi, obdarowanych szczególnymi łaskami.DSCN0614_zmień rozmiar

B. Z Sokółki udaliśmy się przez Suwałki do byłego klasztoru kamedułów malowniczo położonego na wzgórzu nad jeziorem Wigry. Pierwotnie była to wyspa, którą połączono groblą z lądem. W 1667 r. król Jan Kazimierz podarował wyspę, z okolicznymi jeziorami i dużym obszarem puszczy kontemplacyjnemu zakonowi kamedułów. Po trzecim rozbiorze Polski w 1796 r. władze pruskie dokonały kasaty zakonu i kameduli zostali zmuszeni do opuszczenia tych terenów. Pozostały domki pustelnicze czyli eremy, w których obecnie nocują turyści. I my zamieszkaliśmy w eremach pustelniczych. Jednak szczególnym wydarzeniem był rejs po Wigrach stateczkiem, którym pływał św. Jan Paweł II w czerwcu 1999 r. przed przyjazdem do Siedlec i Drohiczyna. Chłopcy próbowali nawet swych umiejętności za sterem „Trytona”. Podziwialiśmy bajeczne krajobrazy: promienie słońca w falach jeziora, różnorodne ptactwo wodne i malownicze brzegi zarośnięte trzciną i krzewami.  Nad Wigry chce się ciągle powracać.

DSCN0648_zmień rozmiarC. W środę po śniadaniu udajemy się do Świętej Lipki, niewielkiej malowniczej miejscowości leżącej niedaleko Kętrzyna nad jeziorem Dejnowa. Jest tu sanktuarium maryjne odwiedzane przez liczne grupy pielgrzymów (rocznie ponad 100 tys. osób). Pani przewodnik powiedziała nam, że to sanktuarium jest czasem nazywane „Częstochową Północy”. Obecnie wznosi się tu piękna barokowa bazylika wybudowana na początku XVII wieku, krużganki i przepiękna barokowa brama. W bazylice można podziwiać ołtarz główny z obrazem Matki Bożej Świętolipskiej oraz organy z ruchomymi figurkami.  Legenda wyjaśnia przyczynę, dlaczego na takim odludziu, wśród bagien i lasów wzniesiono okazałą świątynię. Podobno w XIV w. skazańcowi czekającemu na śmierć w więzieniu objawiła się Matka Boska i poprosiła o wyrzeźbienie jej postaci z Dzieciątkiem. Mając przed oczami obraz Pięknej Pani więzień w ciągu nocy wyrzeźbił w kawałku drewna jej figurkę. Rano znaleziono przy skazańcu piękną rzeźbę, że uznano ją za Boży znak i przywrócono skazańcowi wolność. Dziękując Matce Boskiej za uratowane życie ocalony mężczyzna zostawił tę figurę przy drodze na lipie, jak poleciła mu Maryja w widzeniu. Właśnie tu stoi obecnie wspaniała bazylika. W krótkim czasie miejsce to zasłynęło licznymi cudami i uzdrowieniami. Niewidomi odzyskiwali wzrok. Pierwotnie wybudowano małą drewnianą kapliczkę i lipa wystawała przez otwór w dachu. Niestety około roku 1525 protestanci z Kętrzyna zniszczyli kaplicę, ścieli lipę, figurkę wrzucili do jeziora, a na tym miejscu postawili szubienicę. Ludzie nocami przychodzili, modlili się i zapalali świeczki na miejscu kaplicy. Pielgrzymi z Wierzbna zachwycali się wspaniałymi freskami w obecnej bazylice i na zakończenie – koncertem organowym.DSCN0663_zmień rozmiar

D. Kolejnym celem naszego pielgrzymowania był Gietrzwałd, gdzie 140 lat temu Matka Boża wielokrotnie objawiała się 13-letniej Justynce Szafryńskiej i 12-letniej Basi Samulowskiej. Pierwszy raz ukazała się 27 czerwca 1877 r., gdy Justyna wracała z egzaminu przed I komunią św. Następnego dnia „Jasną Panią” siedzącą na tronie  z Dzieciątkiem Jezus nad klonem przed kościołem zobaczyła także Barbara, która odmawiała różaniec. Na pytanie dziewczynek, kim Ona jest. Odpowiedziała: „Jestem Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta!” Wizjonerki zapytały: „Czego żądasz Matko Boża?” Maryja odpowiedziała: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec!” W tym czasie na Warmia była pod pruskim zaborem, siłą narzucano język niemiecki, a Matka Boża przemawiała po polsku. Dziewczynki przy kolejnych objawieniach Maryi pytały o zdrowie i zbawienie różnych osób oraz: „Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?” W odpowiedzi usłyszały: „Jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!” Na zakończenie objawień 16 września 1877 r., Matka Boża do zasmuconych dziewczynek powiedziała: „Nie smućcie się, bo Ja zawsze będę przy was”. Maryja upomniała także Polaków, aby nie pili wódki. Wpływ tych objawień na Warmii był ogromny. Nastąpiło odrodzenie życia obyczajowego i bardzo dużo ludzi codziennie odmawiali różaniec. Ciągle aktualne jest wezwanie Maryi do modlitwy różańcowej. Mam nadzieję, że dzieci komunijne będą pamiętać o tej prośbie Matki Bożej. Na zakończenie pielgrzymowania w Eucharystii zawierzyliśmy Chrystusowi wszystkie nasze intencje i całą parafię.

Gorąco zachęcam do codziennej modlitwy różańcowej w gronie rodziny, aby Maryja otaczała naszą Ojczyznę płaszczem macierzyńskiej opieki. Z wdzięcznością – ks. Kazimierz.

  • Ostatnie komentarze

    • Kazimierz Jóźwik o