Program Adoracji

Wielki Piątek:

 7.00 – siostry z Kółka Różańcowego,
 8.00 – mieszkańcy Lasu Jaworskiego,
 9.00 – mieszkańcy Helenowa,
10.00 – mieszkańcy Jaworka,
11.00 – mieszkańcy Wyględówka,
12.00 – mieszkańcy Janówka,
13.00 – dzieci ze Szkoły Podstawowej, kl. II-VI,
14.00 – kandydaci do Sakramentu Bierzmowania,
15.00 – Koronka do Miłosierdzia Bożego i droga krzyżowa – wszyscy czciciele Miłosierdzia Bożego,
16.00 – mieszkańcy Wólki,
17.00 – mieszkańcy Świdna,
18.00 – LITURGIA  MĘKI  PAŃSKIEJ
19.00 – mieszkańcy Sobonia,
20.00 – mieszkańcy Wierzbna (od p. Szymańskiej do Urzędu Gminy),  
21.00 – mieszkańcy Wierzbna II cz. i o 22.00 zakończenie adoracji.

Wielka Sobota:

 7.00 – siostry z Kółka Różańcowego,
 8.00 – mieszkańcy Lasu Jaworskiego,
 9.00 – mieszkańcy Helenowa,
10.00 – mieszkańcy Jaworka,
11.00 – mieszkańcy Wyględówka,
12.00 – mieszkańcy Janówka,
13.00 – dzieci ze Szkoły Podstawowej, kl. II-VI,
14.00 – kandydaci do Sakramentu Bierzmowania,
15.00 – Koronka do Miłosierdzia Bożego – ludzie chorzy i czciciele Miłosierdzia Bożego,
16.00 – mieszkańcy Wólki,  
17.00 – mieszkańcy Świdna,
18.00 – mieszkańcy Sobonia,
19.00 – mieszkańcy Wierzbna (od p. Szymańskiej do Urzędu Gminy),
20.00 – WIGILIA PASCHALNA
21.30 – mieszkańcy Wierzbna II cz. i o 22.30 zakończenie adoracji.

Pielgrzymka do Kodnia, Kostomłotów i Pratulina

„Gdy wyruszasz w daleką wędrówkę, powierz się Matce” – śpiewamy w jednej z religijnych piosenek.

Już wkrótce w daleką wędrówkę realizacji swych planów, marzeń, a może dopiero odkrywania swego życiowego powołania wyruszą absolwenci naszej szkoły – uczniowie klasy VIII i klasy III gimnazjum.

W czwartek 28 marca udali się do Kodnia, zawierzyć Maryi zbliżające się egzaminy, wybór dalszej życiowej drogi i opiekę w życiu Królową Podlasia. Towarzyszyli im wychowawcy i uczniowie klasy VII.
Mamy na Podlasiu wiele miejsc z bogatą historią i szczególnym duchowym przesłaniem. Sanktuarium w Kodniu jest tego najlepszym przykładem. Kustoszami tego miejsca już od wielu lat są ojcowie oblaci Niepokalanej. Jeden z ojców zapoznał młodzież z Wierzbna z przebogatą historią obrazu, związaną z zuchwałą kradzieżą. Otóż w 1629 r. dziedzic Kodnia, Mikołaj Sapiecha ciężko sparaliżowany, udał się  na specjalnym wozie w pielgrzymce do Rzymu, prosząc o łaskę zdrowia. Podczas Mszy św. sprawowanej przez papieża Urbana VIII przed wizerunkiem Matki Bożej Gregoriańskiej, Mikołaj Sapiecha cudownie odzyskał zdrowie. Chciał koniecznie zdobyć ten obraz i posunął się do jego kradzieży, podkupując złotem papieskiego zakrystiana. Za ten czyn popada w kary kościelne, ale dopiął swego – skradziony obraz Matki  Bożej przewiózł na Podlasie i umieścił w nowo pobudowanym kościele w Kodniu. W 1636 r. Sapiecha znów udał się znów do Rzymu, tym razem w pielgrzymce pokutnej, aby uwolnić się od ekskomuniki. Matka Boża w Kodeńskim obrazie, jest czczona na Podlasiu przez wiele pokoleń ludzi, zamieszkujących te tereny. Uczniowie Szkoły Podstawowej w Wierzbnie na Eucharystii mogli przedstawić przez ręce Maryi Panu Bogu swoje osobiste intencje. Szczególnie przemówiło wezwanie z I czytania z księgi proroka Jeremiasza: „Słuchajcie głosu mojego (…) Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze wiodło” (Jer 7, 23). Kończąc nasz krótki pobyt w Kodniu nieopodal na Kalwarii odprawiliśmy drogę krzyżową, podziwiając piękne rzeźby p. Tadeusza Niewiadomskiego.
Kilka kilometrów od Kodnia leży niewielka miejscowość Kostomłoty, znana z cerkwi neounickiej pw. św. Nikity Męczennika. To dzięki biskupowi Henrykowi Przeździeckiem, zatroskanemu o losy unitów na Podlasiu, po otrzymaniu przez Polskę niepodległości, powstało kilkanaście parafii obrządku bizantyjsko-słowiańskiego. Obecnie parafia w Kostomłotach jest jedyną neounicką wspólnotą w naszej ojczyźnie. Proboszcz ks. Zbigniew Nikoniuk wygłosił interesującą katechezę o historii Kościoła.
Ostatnim punktem naszej pielgrzymki było sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie. Męczeńską historię unitów, czyli katolików wschodniego obrządku spisał w XIX wieku ks. Józef Pruszkowski z Janowa Podlaskiego. Po upadku powstania styczniowego przybrały na sile prześladowania unitów i zamierzona rusyfikacja. Próbowano siłą narzucić prawosławie katolikom wschodniego obrządku. Tysiące z nich trafili do więzień i byli zesłani na Syberię, a setki unitów oddało swoje życie, broniąc swojej wiary i swych świątyń. W styczniu 1874 roku w Drelowie i Pratulinie Kozacy przemocą chcieli  odebrać klucze od świątyni, aby przekazać prawosławnemu popowi. 24 stycznia w Pratulinie 13 unitów oddało swoje życie w obronie wiary, a ponad 180 mężczyzn zostało rannych. W 1996 roku ojciec święty Jan Paweł II dokonał ich beatyfikacji. Każdego roku przybywają liczne pielgrzymki do Pratulina, modląc się o szczególne łaski przez wstawiennictwo bł. Wincentego Lewoniuka i 12 jego towarzyszy, męczenników.
Podczas przygotowań do pielgrzymki usłyszałem pytanie: „Czy ja muszę jechać do Kodnia? Po pierwszej Komunii byliśmy tam z księdzem”. Przyznam, że byłem zaskoczony, skłoniło mnie ono do przemyśleń. Chciałbym odpowiedzieć pytaniem na pytanie: „A jeśli już byłeś w McDonaldzie, to czy musisz wybierać się tam ponownie?” Dla mnie ważny jest wolny wybór. Nie raz z radością wracamy w te same miejsca wiedzeni potrzebą i pragnieniem. Ufam, że pobyt w szczególnych dla nas, wierzących, miejscach na Podlasiu stał się czasem owocnym.

Z wdzięcznością – ks. Kazimierz Jóźwik

Szturm rozpoczęty !

25 marca, w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, od kilku lat Dzień Świętości Życia, 19 osób z naszej wspólnoty parafialnej rozpoczęło modlitewny szturm. Tak można określić podjęcie Dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Czym jest to dzieło i dlaczego porównać je do  szturmu ?  

W objaśnieniu pojęcia „szturm,” zawartym w Słowniku języka polskiego PWN, przeczytamy, że jest to energiczna próba dostania się do jakiegoś miejsca lub jakiejś osoby. Przez 9 najbliższych miesięcy będziemy szturmować do Pana Jezusa w intencji nienarodzonego dziecka, które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Jego imię jest wiadome jedynie Bogu. Systematyczną, codzienną modlitwą przez wstawiennictwo Maryi i Św. Józefa będziemy wspierać rodziców tego poczętego dziecka, aby nie zabrakło im miłości i starczyło odwagi, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu. Duchowa Adopcja podejmowana jest już kolejny raz. Doświadczenia lat poprzednich wskazują, że w podjętym dziele być może będziemy musieli stawić czoła czemuś, co może je utrudniać. Gasnąca motywacja do modlitwy, zmęczenie, nieprzewidziane sytuacje naszej codzienności i inne słabości czy pokusy. Toczymy walkę o życie. Nie jesteśmy jednak sami. Wierzymy, że 25 grudnia, w dniu, w którym przychodzi na świat Bóg – Człowiek, urodzi się również „nasze dziecko”. Dziecko, które rodzice przyjmą z miłością i otoczą czułą opieką.

Małgorzata Wąsowska

22 – 24 marca 2019 r. – Rekolekcje Wielkopostne w Parafii Św. Apostołów Piotra i Pawła w Wierzbnie

22 marca (piątek) – dzień spowiedzi

10.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich
11.00 – nauka stanowa dla mężczyzn
12.00 – Msza św. z nauką dla dzieci i młodzieży
16.30 – nabożeństwo Drogi Krzyżowej
17.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich

23 marca (sobota) – dzień spowiedzi

10.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich
11.00 – nauka stanowa dla kobiet
12.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich
17.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich

24 marca – Niedziela

9.00 – Msza św. z błogosławieństwem rekolekcyjnym
10.00 – katecheza dla rodziców i młodzieży przygotowującej się do Sakramentu Bierzmowania
11.30 – nabożeństwo Gorzkich żali
12.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich
17.00 – Msza św. z nauką dla wszystkich

Rekolekcje prowadzi ks. Leszek Hryciuk
Zapraszamy do uczestnictwa i prosimy o modlitwę, aby rekolekcje  stały się dla nas Górą Przemienienia

Pierwsze wrażenia na nowej misji – list z Jamajki

Jamajka – wyspa i państwo na Morzu Karaibskim, położone na południe od Kuby i na zachód od Haiti. Chyba większości z nas to miejsce kojarzy się ze słońcem, piaszczystymi plażami, z Bobem Marleyem i muzyką reggae. To jednak nie jest cała rzeczywistość tej słonecznej wyspy. Tych miejsc turystycznych jest stosunkowo niewiele. Piękne wille, hotele, baseny czy restauracje otoczone wysokimi murami są jakby gettem dla przyjeżdżających tu turystów, a dla przeciętnego Jamajczyka funkcjonuje tam zakaz wstępu. Minął już tydzień od mojego przyjazdu do Montego Bay i po tak krótkim czasie trudno jest cokolwiek napisać o panujących tutaj zwyczajach. Z jednej strony widać biedę i zacofanie, drewniane domki na palach pokryte liśćmi palmy a parę kilometrów dalej piękne hotele z basenami i turystami.

Moje pierwsze zdziwienie miało miejsce już na lotnisku, kiedy po opuszczeniu samolotu uda-łem się do urzędu migracyjnego, a tam zamiast klimatyzacji były zwykłe wiatraki. Ustawione na maksa, przewracały papiery urzędnikom. Nieznośny upał, powietrze wymieszane z ludzkim potem i tłok ludzi chcących dostać się do kraju przywitały mnie na Jamajce. Po dokonaniu wszystkich formalności wyszedłem z lotniska i natychmiast dopadła mnie grupa taksówkarzy, hotelarzy, handlarzy oferująca swoje usługi. Dopiero jak wyszedł z lotniska kolejny pasażer zdołałem odeprzeć ich natrętny atak. Z lotniska odebrał mnie ksiądz Wojciech Szpylma, misjonarz pochodzący z Diecezji Przemyskiej. Jeden z czterech polskich księży pracujących na Jamajce i jedyny w mojej nowej diecezji Montego Bay. Wsiedliśmy do poobcieranego ze wszystkich stron samochodu i pojechaliśmy do misji. Kolejny upał, gorące powietrze, aż nie dało się oddychać, zwłaszcza że niedawno wyleciałem z Polski, gdzie żegnała mnie zima. Przywitało mnie na Jamajce 32°C odczytane na termometrze zawieszonym w cieniu, a my przecież jechaliśmy cały czas w słońcu. „Na razie jest jeszcze zima” – pocieszył mnie ks. Wojtek. Co będzie jak przyjdzie lato? Może odpowiedź zostawimy na później… Jechaliśmy drogą wzdłuż wybrzeża, piękne widoki – z jednej strony góry porośnięte buszem a z drugiej strony Morze Karaibskie. Wszędzie na skrzyżowaniach dróg i ulic ludzie sprzedający jedzenie, jakieś chińskie rzeczy, marihuanę czy po prostu bezdomni proszący o pieniądze. Ci ostatni najczęściej z dredami, chyba prawdziwi „Rasta”, palący jakieś ziele. Co chwilę dobiegała do nas muzyka i widać było ludzi nic nie robiących. Ponoć całymi dniami mogą tak siedzieć w cieniu i nic nie robić…

Przyjechaliśmy na plebanię i proboszcz otworzył drzwi zamknięte na kłódkę. Trochę się zdziwiłem. Generalnie dzisiaj wszędzie widać zamki w drzwiach czy jakieś zasuwy, a tu zwykła kłódka. Wszystkie okna i drzwi były okratowane i pozamykane na kolejne kłódki. Było bardzo dużo włamań i dzisiaj wszystko trzeba zamykać, zabezpieczać. Kościół jest tylko otwarty jak jest nabożeństwo, bo inaczej wszystko by ukradli. Po wejściu na plebanie ks. Wojtek zapytał, czy nie boję się jaszczurek. Już wiedziałem, że będę musiał dzielić mój pokój z tymi stworzeniami. Praktycznie cała Jamajka to dżungla, busz. Dokoła okrążona pięknymi plażami, a w środku krzaki i wszystko, co w tych krzakach żyje. W domu nie ma szyb, nie ma moskitiery w żadnym z okien. Pierwsza noc była nieprzespana, setki komarów przyleciały na moje powitanie albo raczej na ucztę.

Pojechaliśmy na Mszę św. do Chester Castle. To wioska należąca do parafii oddalona jakieś pół godziny jazdy samochodem. Nagle w czasie nabożeństwa zobaczyłem jak ludzie robią „falę meksykańską”, dosłownie jak na stadionie w czasie meczu. Od pierwszej ławki do ostatniej ludzie wstają krzycząc coś i podnoszą ręce. Okazało się, że przebiegła tamtędy trzydziestocentymetrowa jaszczurka. Myślałem, że miejscowi ludzie się ich nie boją. Może nie są jadowite?

Kościół Katolicki na Jamajce jest mniejszością. Według statystyk jest tylko 3% katolików. Na terenie naszej diecezji, jak mówił mój biskup Burchall McPherson, jest ich 6%. Większość kościołów znajduje się w rękach protestantów. Widok białego człowieka, nie licząc turystów, jest raczej rzadkością. 85% społeczności Jamajskiej to potomkowie niewolników przywiezionych z różnych części Afryki. Dzisiaj nie ma na wyspie żadnych miejscowych Indian, wszyscy zostali wymordowani w czasach konkwisty. „Z wielu narodów jeden” – to hasło Jamajki. Są tu potomkowie ludzi pochodzących z różnych miejsc świata i z różnych ras. To bardzo ciekawa mieszanka. Sami Jamajczycy uważają że są „czarnym krajem”. Dominująca wśród mieszkańców dewiza brzmi: „No problem”. Trochę mi to się kojarzy z latynowskim „Mañana”. Z niczym nie ma problemu, dziś czy jutro. Za godzinę czy za rok, nie ma problemu, a i tak nic się nie zmienia.

Pojechaliśmy z księdzem Morisem do Cambrige – to małe miasteczko należące do parafii, oddalone jakieś pół godziny jazdy samochodem. Droga była fatalna, bardzo wąska i kręta tak, że w wielu miejscach trzeba było ustępować miejsca ciężarówce bo nie było miejsca na dwa auta. W dodatku dziura na dziurze. Ruch uliczny jest lewostronny jak w Anglii. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że kierownica w aucie jest z drugiej strony a na skrzyżowaniu jest zasada lewej ręki. Ks. Moris z Ugandy w Afryce jest już na Jamajce 13 lat, ale święcenia kapłańskie przyjął dwa lata temu. Po drodze pokazywał mi gdzie mieszkają nasi parafianie. Najczęściej posiadają skromne domki zlokalizowane między palmami w środku buszu. Gdy przyjechaliśmy na miejsce zobaczyłem piękny murowany kościół. Oczywiście był już nadgryziony zębem czasu, ale kiedyś musiał wyglądać naprawdę imponująco. Wybudowali go Jezuici z Holandii. W środku kościół nie wyglądał już tak wspaniale. Brudne ściany, przeciekający dach i generalny nieład. O jego dawnej świetności przypominały tylko piękne stare ławki, stare pianino, a raczej to co z niego zostało, czy resztki instrumentów dętych. W głównym ołtarzu jest obraz Matki Bożej Częstochowskiej i pod tym wezwaniem jest również kościół. To ślady polskich misjonarzy niegdyś pracujących tutaj. Po Mszy świętej podeszła do nas parafianka i powiedziała, że ma dla nas banany tylko musimy pojechać do jej domu. Po kilku minutach jazdy zostawiliśmy samochód i zaczęliśmy się wspinać stromym zboczem góry w kierunku jej domu. Piękna zieleń tropikalnego buszu. Wszędzie palmy i kolorowe drzewa a pośrodku dom naszej dobrodziejki. Po wejściu do środka przywitał nas jej mąż, wyglądem przypominający Boba Marleya. Wysoki, szczupły, z dredami w totalnym nieładzie i z siwą brodą. Po pierwszych uprzejmościach zaczął wyjaśniać mi, że on nie jest „Rasta”, że jest katolikiem a jego wygląd to tylko kwestia stylu jamajskiego, który bardzo mu się podoba. Później trudno było mi się włączyć do rozmowy bo wraz z ks. Morisem rozmawiali w lokalnym języku Patwa. Jamajczycy nie mierzą czasu albo mierzą go znacznie wolniej i tak się zasiedzieliśmy, że byliśmy już spóźnieni do szkoły na katechezę. Pożegnaliśmy się z rodziną i pojechaliśmy do szkoły zapominając o bananach, dla których tu przyjechaliśmy. Czas naprawdę ma tutaj dla człowieka inne znaczenie.

Pozdrawiam serdecznie z Jamajki! God bless you!

Ks. Tomasz Denicki

02.03.2019 r. Montego Bay, Jamaica