„93 lata minęły jak jeden dzień” – historia pani Ireny Wiśniewskiej

[cryout-pullquote align=”left|center|right” textalign=”left|center|right” width=”15%”]1[/cryout-pullquote]Urodziłam się 10 czerwca 1921r w Zimnowodzie, w rodzinie prowadzącej duże gospodarstwo rolne. Mój ojciec Maciej Dmowski był osobą zaradną, ale schorowaną, zmarł wieku 54 lat. Mama Bronisława została sama z gromadką dzieci. Miałam ośmioro rodzeństwa, byłam piątym dzieckiem w rodzinie, wszyscy wzajemnie się wspierali. W pamięci zapadła mi tylko jedna Wigilia, gdzie całe rodzeństwo wraz z rodzicami zasiadło do wigilijnej wieczerzy, nigdy się to już nie powtórzyło.

2Do szkoły podstawowej uczęszczałam najpierw do Jaworka, a później do Nadziei. Ukończyłam również zawodową szkołę rolniczą w Łaskarzewie koło Garwolina. W wieku 23 lat założyłam rodzinę. Mąż Zygmunt Wiśniewski pochodził z tej samej miejscowości Zimnowoda. Zamieszkaliśmy w miejscowości Janówek, gdzie ojciec mojego męża jeszcze przed drugą wojną światową kupił 8 hektarów ziemi. Zaczynaliśmy od zera, budowaliśmy, dorabialiśmy się. Doczekaliśmy się trójki dzieci: syna i dwóch córek. Każde z dzieci uczęszczało do szkół średnich, założyło własne rodziny. W małżeństwie przeżyliśmy 53 lata. Mąż zmarł w wieku 77 lat, ja w wieku 75 lat przeprowadziłam się do najmłodszej córki w Wierzbnie, gdzie mieszkam do dziś.

3Jestem bardzo zadowolona i spełniona w życiu. Nie było lekko w życiu, nie ma złotej recepty na życie, niezależnie od czasów w jakich się żyje,  ale trzeba się cieszyć z tego co się ma. Wiara w Boga i codzienna modlitwa, a także nieocenione wsparcie troskliwej rodziny sprawiło, że dożyłam aż 93 lat .

Krystyna Gogłoza w imieniu Ireny Wiśniewskiej

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.