Komu potrzebne są misje?

Październik 2019 r. przeżywamy w Kościele jako Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. Więcej niż zazwyczaj uwagi poświęca się misjom. W naszej Wierzbiańskiej wspólnocie parafialnej o misjach „ jest głośno” już od pewnego czasu. Tematyka ta jest szczególnie bliska księdzu proboszczowi Kazimierzowi Jóźwikowi , który 19 lat pełnił posługę kapłańską na Syberii i sam doświadczył niełatwych realiów rzeczywistości misyjnej. Wielokrotnie nawiązuje do niej i przytacza świadectwa ze swojej pracy w głębi Rosji. Uczula nas, parafian na potrzebę modlitewnego i finansowego wsparcia tych, którzy głoszą Dobrą Nowinę tam, gdzie jeszcze nie dotarła lub powoli ulega zapomnieniu.  Zaangażowanie w sprawy misji naszego proboszcza sprawiło, że od pewnego czasu naszą małą wspólnotę parafialną porównać można do przystani. Przybijają do niej misjonarze pochodzący z naszej diecezji, którzy odwiedzają, najczęściej na krótko, rodzinny kraj, by poprawić nadwątlone zdrowie czy zwyczajnie po ludzku odpocząć. Jednych, ks. Jarka Dziedzica czy ks. Wojciecha Matuszewskiego, można traktować już jako starych znajomych, bo gościli w Wierzbnie wielokrotnie, inni dopiero przecierają szlaki. Dobrze słucha się ich opowieści o niełatwej, ale intrygującej pracy w Boliwii, w Paragwaju czy w Peru.

Warto w tym momencie powrócić do pytania postawionego w tytule artykułu. Szerszy kontakt z osobami związanymi z misjami i problematyką misji sprawia, że odpowiedz na nie  jest już tak prosta i jednoznaczna jak by się to wydawało. Coraz częściej uświadamiamy sobie sprawę, że misje można rozpatrywać w kontekście dosłownym, ale  i metaforycznym. Są one  szansą do poznania Jedynego i Prawdziwego Boga, tam gdzie, nauka o Nim jeszcze nie dotarła. Pozwalają także krytycznie spojrzeć na  nasze miejsce w Kościele, nasze postrzeganie wiary. Nas, którzy wiarę w Boga wyssaliśmy z mlekiem matki (może zbyt górnolotnie), nas mieszkańców kraju z ponad tysiącletnią tradycją chrześcijańską. Świadomość, że w kraju misyjnym kapłan dociera do niektórych miejscowości raz, dwa razy w roku i na udział we Mszy świętej i spotkanie z Panem w Komunii świętej trzeba z niecierpliwieniem czekać, pozwala docenić obecność kapłana na co dzień. Jest on do naszej dyspozycji niemalże w każdej chwili. Luksus, który stał się codziennością, traktowaną jako coś oczywistego.

Posługa tych, którzy pozostawiają wszystko i oddają się głoszeniu Ewangelii, gdzieś daleko, wznoszą tam kościoły, szkoły, sierocińce, organizują  podstawową opiekę medyczną, staje się okazją dla nas, by wspierać finansowo prowadzone przez Nich dzieła. Nie musimy szukać form pomocy potrzebującym. Misjonarze proponują i dyskretnie sygnalizują ogromne potrzeby, z którymi miejscowa ludność  na co dzień się boryka. Dobrze, że przypominają , iż stanowimy jeden powszechny, apostolski  Kościół i jesteśmy za niego odpowiedzialni. Powtarzamy to w codziennej modlitwie, a dopiero zderzenie z inną, odległą od nas rzeczywistością, pobudza do refleksji i twórczego niepokoju.

Czy zatem misje potrzebne są tylko Boliwijczykom, Peruwiańczykom, Kazachom,….?
Tylko zasygnalizowałam problematykę. Ojciec Święty Franciszek powiedział, że wszyscy jesteśmy misjonarzami, nic nie powinno zwalniać nas z tej roli. Nie każdy może zostawić wszystko i wyjechać na misje. Wezwanie Papieża można realizować na wiele sposobów, czasami misje same wychodzą nam naprzeciw.  Wystarczy wnikliwiej spojrzeć lub posłuchać.

Małgorzata Wąsowska

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.