DUCHOWA KOMUNIA ŚWIĘTA

I. Modlitwa przed nawiedzeniem

Panie mój, Jezu Chryste, Ty z miłości ku ludziom dzień i noc przebywasz w tym Sakramencie, gdzie pełen litości i miłości oczekujesz, wzywasz i przyjmujesz wszystkich, którzy przychodzą Cię nawiedzić. Wierzę, iż jesteś obecny w Sakramencie ołtarza. Cześć Ci oddaję uznając swoją małość i dziękuję Ci za łaski, które mi wyświadczyłeś, a szczególnie za to, żeś mi samego siebie darował w tym Sakramencie, że za pośredniczkę dałeś mi swoją Najświętszą Matkę, Maryję i żeś mnie wezwał, abym Cię odwiedził w tym kościele.

Pozdrawiam Twoje najukochańsze serce, a pragnę je w potrójnym celu pozdrowić: najpierw, aby Ci podziękować za ten wielki dar; następnie, aby Ci wynagrodzić za wszystkie zniewagi, których w tym Sakramencie doznałeś od Twoich nieprzyjaciół; wreszcie pragnę przez to nawiedzenie uwielbić Cię na wszystkich miejscach na ziemi, gdzie w tym Sakramencie jesteś za mało czczony, a nawet opuszczony.

Jezu mój, kocham Cię z całego serca i żałuję, że tyle razy w przeszłości zasmucałem Twoją niezmierzoną dobroć. Postanawiam za łaską Twoją w przyszłości już więcej Ciebie nie obrażać. A teraz, chociaż biedny jestem, cały się Tobie poświęcam. Wyrzekam się mojej woli, uczuć, pragnień i wszystkiego, co jest moją własnością. Odtąd już rozporządzaj mną i wszystkim, co posiadam, jak Ci się podoba. Szukam jedynie i pragnę Twojej świętej miłości, ostatecznego wytrwania i wypełnienia Twej woli. Polecam Ci także dusze w czyśćcu, szczególnie zaś te, które ze szczególną pobożnością czciły Przenajświętszy Sakrament i Maryję Najświętszą. Proszę Cię również za wszystkich biednych grzeszników.

Zbawicielu drogi, wszystkie moje uczucia łączę teraz z uczuciami Twego najukochańszego serca. Tak połączone, ofiaruję je Ojcu Przedwiecznemu, proszą Go w imię Twoje, aby je ze względu na Twoją miłość raczył przyjąć i wysłuchać.

 

II. Rozważanie

Pewien kapłan zauważa, że chleb jest pożywieniem, które się zużywa przez spożywanie, a utrzymuje się dzięki przechowywaniu. Pan Jezus pozostał na ziemi pod postacią chleba nie tylko dlatego, aby być spożywanym w Komunii św. i w ten sposób łączyć się z tymi, którzy Go miłują, ale również aby mógł być przechowywany w tabernakulum, być z nami obecny i przypominać o miłości, jaką nas otacza. Św. Paweł mówi: „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,7). Cóż jednak powiemy widząc, że przyjmuje postać chleba? Żaden język nie potrafi wypowiedzieć miłości, z jaką Pan Jezus odnosi się do każdego człowieka żyjącego w łasce Bożej. Dlatego ten najdroższy Oblubieniec, mając pożegnać się z tym światem, zostawił Najświętszy Sakrament. Nie chciał bowiem, aby Jego odejście stało się przyczyną zapomnienia o Nim; i nie wybrał innego sposobu pozostawienia żywej po sobie pamiątki, jak zostawiając samego siebie (św. Piotr z Alkantry).

O mój Jezu, pozwalasz zamknąć się w tym tabernakulum, aby przyjmować prośby biednych ludzi, którzy przychodzą szukać u Ciebie posłuchania. Racz przyjąć dzisiaj prośbę, którą Ci przedstawia niewdzięczny grzesznik.

Przychodzę do Ciebie ze skruchą, uznając zło, które popełniłem nie chcąc podobać się Tobie. Najpierw pragnę przebaczenia wszystkich win moich. O mój Boże, obym Cię był nigdy nie obraził! Panie, Ty wiesz, czego dalej pragnę. Zrozumiałem, że jesteś godzien miłości, i dlatego rozmiłowałem się w Tobie i czuję gorące pragnienie, aby Cię miłować i Tobie się podobać. Nie mam jednak sił, aby to wykonać; proszę Cię, abyś mnie wspomógł.

O WIELKI Panie, daj poznać całemu niebu swoją ogromną potęgę i miłość bez granic. Spraw, abym z wielkiego buntownika, jakim byłem względem Ciebie, stał się obecnie Twoim przyjacielem. Wierzę, że Ty możesz i chcesz to uczynić. Uzupełnij wszystko, czego mi nie dostaje, abym Cię miłował doskonale albo przynajmniej w takim stopniu, w jakim Cię znieważyłem. Kocham Cię, o mój Jezu, ponad wszystko. Miłuję Cię więcej niż życie swoje, mój Boże, moja miłości, moje wszystko. Boże mój, jesteś wszystkim dla mnie!

 

III. Komunia duchowa

Wzór pierwszy:

Jezu mój, wierzę, że jesteś obecny w Najświętszym Sakramencie. Miłuję Cię nade wszystko i pragnę posiadać Cię w duszy mojej. Ponieważ teraz nie mogę przyjąć Cię sakramentalnie, przyjdź przynajmniej duchowo do mojego serca. Jednoczę się z Tobą, jakbyś rzeczywiście był we mnie obecny, oddaję Ci się zupełnie i proszę gorąco: nie dozwól, abym kiedykolwiek oddalił się od Ciebie.

Wzór drugi:

Wierzę w Ciebie, o Jezu, obecny w Najświętszym Sakramencie; miłuję Cię i pragnę zjednoczyć się z Tobą. Przyjdź do mojego serca, zapraszam Cię i błagam, abyś nie oddalił się ode mnie.

Proszę Cię, o Jezu Chryste, niechaj ogarnie mnie słodszy od miodu ogień Twojej potężnej miłości. Powtarzam za św. Franciszkiem: „Niech umrę dla miłości Twojej, jak Ty raczyłeś umrzeć z  miłości dla mnie”. „O miłości nie miłowana, o miłości nie poznana!” – wołam za św. Magdaleną de Pazzi. I modlę się ze św. Piotrem z Alkantary: „Oblubieńcze mej duszy, kiedy mnie pociągniesz do siebie?”

O Jezu, moje dobro, słodka moja miłości, zrań i rozpal moje serce, aby stale płonęło dla Ciebie.

Niech żyje Jezus, nasza miłość, nasze życie i nasze wszystko! Niech żyje nasza nadzieja, Maryja!

„Cuda, cuda ogłaszają” – Orszak A.D. 2020

„Bracia patrzcie jeno,
jak niebo goreje!
Znać, że coś dziwnego
W Betlejem się dzieje”.

 

Kliknij aby przejść do galerii zdjęć…

Czy było tak, jak zapisał to autor kolędy? Nigdy się nie dowiemy, ale pewne jest, że to, „Coś” zaskoczyło, a towarzyszące „Czemuś” znaki przeraziły ludzi znajdujących się w okolicy. Coś – narodzenie się Boga, wciąż nie przestaje zadziwiać i zachwycać. To „Bóg się rodzi, { …} Pan niebiosów obnażony” – wszechmocny, niewidzialny Bóg przychodzi na świat jako maleńka, bezbronna Dziecina. Śpieszyli wówczas by Go powitać wszyscy, którym „Anioł Pański sam ogłosił ten dziwy”.

Także i my, uroczyście i radośnie, ruszyliśmy 6 stycznia do stajenki, aby jeszcze raz powitać i oddać pokłon Nowonarodzonemu. Już po raz 6 Święto Epifanii w naszej wspólnocie parafialnej przeżywaliśmy w klimacie Orszaku Trzech Króli. Ta uwspółcześniona wersja wydarzeń, o których przeczytamy w Ewangelii oraz wyobrażanych jako towarzyszące Bożemu Narodzeniu, te największe na świecie uliczne jasełka, pomagają duchowo przenosić się w czas i miejsce, gdzie przyszedł na świat Jezus Chrystus.

W tym roku to nasze wspólne, publiczne adorowanie Dzieciątka było jeszcze bardziej niż w latach poprzednich rozśpiewane, radosne, przystępniejsze w przekazie i odbiorze. A to dzięki kolędom, których treści stanowiły motywy przewodnie poszczególnych mansjonów. Prowadzeni przez Gwiazdę, która jak przed dwoma tysiącami lat, tak i dziś, wskazywała drogę do Stajenki Mędrcom, w asyście zastępów anielskich i gromady diabłów, przeżywaliśmy cudowną historię zbawczego dzieła Boga, utrwaloną w przepięknych, staropolskich kolędach. Byliśmy świadkami zawierzenia Magów, którzy prosili: „O Gwiazdo Betlejemska zaświeć na niebie mym”, kpin i niezrozumienia okrutnego Heroda wobec Magów, którzy nie zatrzymali się na jego dworze i dalej dążyli do stajenki: „Mędrcy świata, monarchowie, gdzie śpiesznie dążycie?”. Podziwialiśmy determinację zastępu Aniołów toczącego walkę z gromadą diabłów, utożsamiających piekielne moce, która starała się kwestionować i podważać boskość Dzieciątka, bo: „W nędznej szopie urodzony, żłób mu za kolebkę dano”. U stóp Bramy Anielskiej powitało nas: „Gloria, gloria, gloria In excelsis Deo” na znak, że cel naszej wędrówki bliski, a zwątpienie i wszelkie próby zawrócenia nas z drogi do Dzieciątka okazały się nieskuteczne. Jeszcze tylko poczekaliśmy na pasterzy, którzy zwoływali się: „Hej hola, hola pasterze z pola”, od swych trzód i szałasów: „Do szopy, hej pasterze, do szopy, bo tam cud” i wspólnie dotarliśmy do naszego Wierzbiańskiego Betlejem, gdzie czekała na nas Święta Rodzina, aby zaśpiewać: „Jezusa narodzonego wszyscy witajmy, Jemu po kolędzie dary nasze oddajmy”.

I oddaliśmy. Trzej Królowie symbolicznie złoto, kadzidło i mirrę (jak każe ewangeliczny przekaz), a każdy z nas, zapewne u stóp Dzieciątka złożył swój najcenniejszy duchowy dar. Za cud wcielenia się Boga – za przyjęcie ludzkiej natury i za cuda, które stają się naszym udziałem każdego dnia. A później rozpoczęliśmy radosne świętowanie. Cieszymy się, że już kolejny raz  radość z Objawienia Pańskiego wspólnie z nami przeżywają parafianie z Grębkowa i z Czerwonki Liwskiej (towarzyszą swoim księżom, którzy chętnie wcielają się w role Magów). Razem świętujemy, razem uwielbiamy Pana, a gorący posiłek przy  ognisku –  kiełbaski, bigos i i herbata, staje się także okazją do spotkania i rozmów, na które nie zawsze na co dzień starcza czasu.

„Cuda, cuda ogłaszają”.

Takie hasło przyświecało Orszakowi Trzech Króli w 2020 roku. Doświadczając cudu wcielenia Odwiecznego Słowa, które stało się Ciałem i narodziło się w jako Maleńka Dziecina w Betlejemskiej stajni, postanowiliśmy przyczynić się kolejnego „cudu”. Cudu ugruntowania wiary w dobroć człowieka, w otwartość na potrzeby innych, w radość dzielenia się  tym, co posiadamy. Ten cud mógł przybrać konkretny, zmaterializowany wymiar – elektrycznego wózka inwalidzkiego. Na razie pozostaje on w sferze pragnień chorej na paraplegię 26 letniej Dominiki, mieszkanki okolic Sadownego. Od 10 lat nie może samodzielnie poruszać się. Wózek, którym dysponuje wymaga pomocy osób trzecich. Zakup nowego to koszt ponad 20 tysięcy złotych. Na koncie stworzonym przez Dominikę znajdowała się już znacząca kwota, która nie wystarczała jednak na sfinalizowanie zakupu upragnionego wózka. Uwieńczeniem trudów podążania za Mędrcami ze wschodu do naszej Wierzbniańskiej stajenki stała także nasza wdzięczność wyrażona w formie pomocy materialnej dla Dominiki. Uczestnicy Orszaku Trzech Króli w Wierzbnie wsparli konto Dominiki kwotą ponad 2600 złotych.

                                                         Cudowny Orszak – dosłownie i w przenośni
Deo gratias!

                                                                       Małgorzata Wąsowska

P.S. Dziękuję każdemu, kto zaangażował się w przygotowanie Orszaku Trzech Króli w 2020 roku. Warto podjąć to wyzwanie, aby radośnie wielbić Chrystusa narodzonego dla nas w Betlejem.
Z serca dziękuję aktorom, którzy wcielili się w role bohaterów Orszaku:
Maryja – Kasia Leszczyńska i św. Józef – Grzegorz Poławski
Król Kacper – ks. Mirosław Rogoźnicki, proboszcz parafii Czerwonka
Król Melchior – ks. Karol Biardski, prefekt z Grębkowa
Król Baltazar – Mirosław Nykel, katecheta z Grębkowa
Herod – Sławomir Zalewski
Dworzanin – Andrzej Chabiera
Legion Rzymski – druhowie OSP Wierzbno
Gwiazdor – Waldemar Gąsiorowski
Konferansjer – Andrzej Kąca
Pasterze – Monika Mróz, Jolanta Olędzka, Ewa i Marta Brzuszkiewicz, Edyta Kopeć, Wiktoria Mróz, Agnieszka i Krzysztof Mróz, Zofia i Jerzy Leszczyński, Kazimierz Leszczyński, Ryszard Kujawa, Andrzej i Bartek Mróz
Anioły – Aneta Miklaszewska, Anna Jaworska, Alicja Jaworowska, Maja Gryglas, Justyna Kujawa, Łucja Mróz, Weronika i Natalia Kazimierskie, Monika Staniszewska, Antonina Miklaszewska
Diabły – Małgorzata i Michał Wąsowscy, Agata Śledziewska, Klaudia Wojtyńska, Marzena Abramowska, Agnieszka Leszczyńska
Kolędnicy Misyjni – współpracownicy misjonarzy.
Dziękuję za nagłośnienie orszaku – p. Krzysztof Zwierz, Radosław Mróz

Dziękuję za żywą szopkę:
Kucyk – od p. Rafała Okrzei,
Owieczki i baranki – od p. Kazimierza Wąsowskiego,
Alpaki – od p. Sławomira Zalewskiego

Dziękuję druhom strażakom z OSP Wierzbno, którzy w tym roku świętują 100 lecie działalności. Druhom z OSP Jaworek i OSP Grębków dziękuję za zabezpieczenie spokojnego przemarszu kolumny orszakowej i kierowanie ruchem drogowym. Na Was zawsze można liczyć!
Dziękuję policji za czuwanie nad bezpieczeństwem.

Dziękuję za przygotowanie scen:
– Za naczepę dwór Heroda – dziękuję firmie Mag-Mar Węgrów i p. kierowcy Krzysztofowi Rojek, przygotowali mieszkańcy Wierzbna z p. sołtys Małgorzatą Malinowską
– Za scenę z pasterzami i szopkę dziękuję pasterzom i p. Michałowi Wasowskiemu
– Za bramę anielską – Krzysztofow Mróz, Marzenna Kosowska

Dziękuję za pyszny bigos paniom z Koła Gospodyń Wiejskich z Wierzbna, oraz p. Irenie Kiesner z Sobonia i Małgorzacie Wąsowskiej z Cierpiąt.
Dziękuję za kiełbasę na grilla i żeberka do bigosu p. Dorocie i Jarosławowi Wiechowskim z Sulk oraz p. Arturowi Skrzypkowi Prezesowi EkoTeam za sponsorowanie.
Dziękuję Stanisławowi i Rafałowi Miklaszewskim za fotografie.

Niech Jezus narodzone dla nas w Betlejem wszystkim błogosławi w 2020 roku.
Z wdzięczną modlitwą – ks. Kazimierz Jóźwik

Narodzenie Pańskie – 2019 A.D.

„Serce żłóbka zaczyna bić,
kiedy w Boże Narodzenie składamy w nim figurkę Dzieciątka Jezus.
Bóg przedstawia się w ten sposób w dziecku, aby zostać przyjętym w naszych ramionach.
W słabości i kruchości ukrywa swoja moc, która wszystko stwarza i przekształca”.
(Papież Franciszek, Admirabile signum,8)

Drodzy Parafianie! Szanowni Sympatycy naszej witryny!
Wpatrując się w Dzieciątko Jezus leżące w żłóbku, życzę WAM pokoju serca i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, serdeczności i miłości wobec innych ludzi, szczególnie potrzebujących.
Życzę radosnego dzielenia się wiarą w kręgu rodziny oraz mocnej nadziei, że Nowonarodzony Zbawiciel prowadzi drogą zbawienia. Z darem cichej modlitwy przy żłóbku.

– ks. Kazimierz Jóźwik

P.S. Z serca wszystkim dedykuję „Orędzie z groty betlejemskiej”:
„Narodziłem się nagi, biedny, mówi Bóg, żebyś ty potrafił wyrzekać się samego siebie, żebyś mógł uznać Mnie, twego ubogiego Boga, za jedyne twoje bogactwo.
Narodziłem się nagi w stajni, żebyś ty nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się słaby, bezsilny, żebyś się Mnie nigdy nie lękał.
Narodziłem się z miłości, żebyś nigdy nie zwątpił w moją miłość.
Narodziłem się w nocy, żebyś uwierzył, ze mogę rozjaśnić każdą rzeczywistość spowitą ciemnością.
Narodziłem się w ludzkiej postaci, żebyś nigdy nie wstydził się być sobą.
Narodziłem się jako Syn Człowieczy, żebyś mógł się stać synem Bożym.
Narodziłem się prześladowany od początku na znak, któremu sprzeciwiać się będą, żebyś ty nauczył się przyjmować trudności i sprzeciwy.
Narodziłem się w prostocie, żebyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się dla ciebie, w twoim ludzkim ciele, żeby ciebie i wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca”.

Lambert Noben

Historia Dominiki

Witajcie!

Nazywam się Dominika, mam 26 lat i pochodzę z małej miejscowości pod Warszawą. Od urodzenia choruję na paraplegie, z którą muszę walczyć każdego dnia. W wieku 16 lat choroba postąpiła na tyle poważnie, iż zmuszona byłam usiąść na wózek. Bardzo lubię podróżować i czasem wyrwać się poza moją małą miejscowość, jednak w chwili obecnej nie jestem w stanie sama przemieścić się do innego pokoju, nie mówiąc już o wyjściu na spacer przed dom. Staram się nie poddawać, jestem uśmiechniętą osobą, prowadzę bloga, ale … Wózek, o którym marzę, pozwoliłby mi na samodzielne spacery po okolicy i odciążył moich bliskich podczas wspólnych wypraw. Dzięki niemu moja codzienność przypominałaby moje zdrowe życie, kiedy każde wyjście z domu nie wiązało się z wyczerpaniem i dyskomfortem. Nigdy nikogo nie prosiłam o pomoc, ale postanowiłam spróbować i nieśmiało proszę o pomoc Ciebie. Jeżeli znajdzie się ktoś,  kto zechce mi pomóc i przeleje jakąkolwiek kwotę, będę bardzo wdzięczna i już DZIĘKUJĘ! Razem możemy więcej! …….

Pozwólcie, że w kilku słowach przybliżę Wam moje życie z chorobą.  Nie jest ono usłane różami. Ale po kolei. Zacznę od słów mojej nieżyjącej babci adresowanych do mojej mamy, że powinna nas oddać gdzieś bądź zlikwidować, ponieważ wychowanie takich dzieci to wstyd i hańba dla rodziców i ona by nie chowała takich dzieci. Niestety, nie zapytam o sens jej wypowiedzianych słów, a chciałabym… Tak ogólnie, swoje ułomności zauważyłam w klasie 4 szkoły podstawowej. Być może były one widoczne wcześniej, lecz z całej siły chciałam być taka sama, jak inni i starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że jestem „sprawna inaczej”. Od klasy 5 do klasy 6 pomagała mi Pani ze sklepiku szkolnego.
Zapytacie jak?
Otóż, moi kochani, zawsze na lekcji wf-u i na przerwach chodziłam do sklepiku. Pani mi tak zaufała, że mogłam jej pomagać w sklepiku, obsługiwać i ustawiać towar na półkach. Były to dla mnie niezapomniane chwile. Owszem, zdarzało się, że w tłumie klientów sklepiku ktoś nie chciał być obsługiwany przez moją osobę. Troszkę wtedy mi się robiło zwyczajnie przykro, ale nigdy nikogo nie oszukałam i uwielbiałam pomagać, bo tylko u tej Pani pierwszy i ostatni raz poczułam, co to jest  praca  i jak może ona wyglądać. Z całego serca Jej za to dziękuję (niestety, już nie pamiętam, jak Pani się nazywała).
Tak bardzo chciałam być lubiana i akceptowana przez klasę. Potrafiłam oddzielić szkołę od domu i nie przejmowałam się  słowami innych, bo znałam swoją wartość.
Schody wielkie zaczęły się w gimnazjum. Wtedy poczułam się jak kłoda (niechciana i niepotrzebna), a czemu?
Po pierwsze, jak to w gimnazjum porobiły się grupki i ja byłam odsunięta i nie miałam żadnej prawdziwej koleżanki. Byłam też wyśmiewana przez starsze rocznik, a to  już było ponad moją wytrzymałość. Pewnego dnia powiedziałam mamie, że to dla mnie mega przykre i ja chcę iść do szkoły w Zagórzu. Tydzień później  wpadło na mnie „dwóch byków”, bo się przepychali. Wtedy Pani Dyrektor zasugerowała mamie, że może warto zastanowić się nad zmianą szkoły. Bez zastanowienia odeszłam i na 100% mojej klasie ulżyło, bo już nie musieli mi pomagać (w noszeniu plecaka bądź co gorsze w siadaniu ze mną na godzinie wychowawczej i języku polskim z czym mieli straszny problem). Nie wiem czemu,  hmmm, zawsze się z siebie nabijali, że teraz to ten lub tamten musi siedzieć. Jakbym była ufoludkiem,  który zaraża chorobą. Strasznie wykończyło mnie to psychicznie. Nie wiem czy zdawali sobie sprawę z tego, co robią. Trochę się czułam odpadkiem, którego się wszyscy się brzydzili w tym gimnazjum. W gimnazjum w Zagórzu czułam się zaakceptowana, tylko jeden chłopak mnie traktował jako dziwoląga, jak/zarażę. Ale ludzie w moim gimnazjum a w gimnazjum w Zagórzu to była różnica. W Zagórzu poczułam co to znaczy mieć prawdziwych przyjaciół. Natomiast liceum w Helenowie wspominam bardzo dobrze, a internat był moim drugim domem.  Poznałam tam wspaniałych ludzi.
Pozostają nadal moimi wspaniałymi misiami, ever kocham ich. Takie osoby są na zawsze i dziękuję za każdą osobę,  którą poznałam.
A w obecnej chwili jedynym oknem na świat jest telewizor i telefon.  Żeby wyjść z domu, muszę prosić, a strasznie tego  nie lubię
Ale bardzo wierzę też w przedświąteczne Wasze wielkie serduszka. Także, że jeśli chcesz, to możesz zmienić moje życie. Pozostawiam Wam link do zrzutki, jeśli zdecydujesz się pomóc, wiesz co zrobić
https://zrzutka.pl/h2aynp

Mamy już 10 tysięcy, brakuje mi 15 tys. zł.  Strasznie Wam dziękuję, razem możemy więcej. Zostawiam wam link do zrzutki zachęcając do symbolicznej wpłaty

https://zrzutka.pl/h2aynp.

A dziś chcę Wam pokazać,  jaki ten świat jest mega niesprawiedliwy. Mam dom, fakt powinnam się cieszyć i się cieszę. Ale oglądając amerykańskie wydanie „Dom nie do poznania” zawsze w głębi serca marzyłam, by weszła polska edycja i pojawił się programu „Nasz Nowy Dom”. Zgłaszając się 6 lat temu do programu „Nasz Nowy Dom” i robiąc to 7 razy w ciągu tych 6 lat, opisałam  to, że dogrzewam się dmuchawą i to, że kiedyś przepalił się kabel i gdybym była sama w domu bym się spaliła żywcem… Drugą rzeczą jest elektryka, która  kiedyś spowoduje  zwarcie, bo myszy przegryzają kable. Trzecią rzeczą jest dach, który przecieka i kapie z sufitu. Czwartą rzeczą, która doskwiera i odbiera mi samodzielność, bo nie mogę wyjść z domu, to brak podjazdu . Piątą rzeczą jest nasza toaleta, która jest mega malutka i na wprost wyjścia z domu i gdy ktoś wchodzi, widzi mamę, która mi pomaga z otwartymi drzwiami ??

A czemu uważam, że jest niesprawiedliwe ? Ponieważ są osoby, które mają pretensje do programu, że zrobili nie po ich myśli. Boże, gdyby mi wyremontowali dom, skakałabym z radości pod sufit. Dla mnie to śmieszne troszkę, bo ja bym oddała dużo, żeby mi pomogli. Nadal czekam i wierzę, że otworzycie swoje serce na moje potrzeby. Powtórzę, razem możemy więcej!

P.S.

Szanowni Czytelnicy!
Przed Świętami Bożego Narodzenia byłem w domu Dominiki, aby się spotkać i naocznie przekonać się o warunkach materialnych. Autentycznie konieczna jest pomoc. W niedzielę przed Świętami w rodzinnej parafii Dominiki była zbiórka do puszek na wózek i podjazd do domu. Ale jeszcze brakuje kilku tysięcy złotych.
Zapraszam 6 stycznia 2020 r. na Orszak Trzech Króli do Wierzbna o godz. 12.30 (początek przy pieczarkarni) i tam zrobimy zbiórkę do puszek, aby Dominika S. mogła doczekać się upragnionego elektrycznego wózka inwalidzkiego. Być może, że będzie na Orszaku Dominika ze swoją mamą.  To zależy od pogody i samopoczucia Dominiki. Wiem, ze można liczyć na dobre serca.
Kochani! Pomagając Dominice, pomagamy samemu Jezusowi!

– z wdzięczna modlitwą – ks. Kazimierz, proboszcz z Wierzbna