Te słowa usłyszałam od pewnego księdza zaraz na początku wakacji. Była to zachęta do dostrzeżenia obecności Chrystusa w zwyczajności.
Ten dzień nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego, jakieś bieżące prace i spotkania. I oto jedno z nich pozostawiło we mnie głęboki ślad. Ksiądz Jacek Ponikowski przyjechał z Niepołomic (koło Krakowa) na groby swoich bliskich do Węgrowa i po drodze wstąpił na plebanię do Wierzbna, tam nawiązała się rozmowa. Ze słyszenia wiedziałam, że pracuje z niewidomymi i jest im bardzo oddany. Zdziwiłam się, że jeszcze tego samego dnia wraca do swoich podopiecznych (ponad 500 km), więc trochę żartem zapytałam: A co, nie poradzą sobie? Ksiądz uśmiechnął się i powiedział, że poradzą. Potem nastąpił dalszy dialog, interesowało mnie jak funkcjonuje ośrodek, jacy są podopieczni, jak się z nimi żyje … Ksiądz Jacek odpowiadał na pytania, dzielił się swoimi doświadczeniami.
Ośrodek w Niepołomicach przeznaczony jest dla niewidomych mężczyzn, którzy nie mają swoich domów lub nie mają nikogo, kto chciałby się nimi opiekować. Oprócz tego obciążeni są niedorozwojem umysłowym i chorobami z tym związanymi. Po ukończeniu 24 roku życia ludzie z takimi obciążeniami, jeśli nie mają rodziny, mogą mieć zapewnioną pomoc, np. w Domach Opieki Społecznej. Jednak oni potrzebują specjalnej pomocy, specjalnego domu. Taki dom założył, niedaleko Krakowa, ksiądz Jacek Ponikowski. Obecnie mieszka w nim 18 mężczyzn. Wśród nich 5 wymaga pełnej obsługi w toalecie i podczas kąpieli. W domu potrzebna jest całodobowa obecność opiekunów, gdyż w nocy mężczyzna z porażeniem mózgowym potrzebuje pomocy przy przekręceniu się na drugi bok, u innych mogą wystąpić napady padaczkowe i inne problemy związane z niepełnosprawnością. W związku z tym pracownicy tego ośrodka nie mają wyznaczonego zakresu obowiązków i jak w domu opieka mamy nie kończy się na nakarmieniu czy umyciu dziecka, tak samo i tam musi być otwartość na zapewnienie pojawiających się potrzeb niepełnosprawnych mieszkańców.
Ksiądz Jacek stara się stworzyć swoim podopiecznym warunki domowe. W tym celu zatrudnieni są wolny mężczyzna i wolna kobieta, którzy na stałe mieszkają w ośrodku i poświęcają się całkowicie niewidomym mieszkańcom. Oprócz tego są zatrudnieni inni potrzebni pracownicy. W miarę możliwości niepełnosprawni mężczyźni wykonują potrzebne prace i różne wytwory, które potem mogą komuś podarować. Jest to dla nich ważne, gdyż daje to im poczucie swojej ważności i użyteczności. Wśród podopiecznych znajdują się osoby obdarzone jakimś szczególnym talentem. Ksiądz wspominał o panu, który gra na różnych instrumentach, nie znając nut.
Bardzo podobała mi się troska o stwarzanie rodzinnej atmosfery, że chociażby przez to, że wszystkich przybywających gości przyjmuje się razem przy wspólnym stole, gdyż nie ma tam lepszych albo gorszych.
Na pytanie jak można pomóc, ksiądz Jacek wyrażał wdzięczność za wszelką pomoc materialną, ale mówił przede wszystkim o potrzebie pomocy fizycznej. Chętnie zatrudniłby mężczyzn, którzy są w stanie pracować z oddaniem, ze zrozumieniem potrzeb osób obciążonych niepełnosprawnością. Proponował, że można przyjechać pobyć, poobserwować, spróbować takiej służby.
A cóż niecodziennego w tym spotkaniu? Przede wszystkim świadomość, że są tak potrzebujący i świadomość, że są tak pomagający. Mnie ksiądz Jacek zapalił swoim oddaniem i miłością do trudnych podopiecznych, kochanych przez Boga.
Dziękuję Panu za ten dzień i to spotkanie, dla mnie cenniejsze niż może zwiedzenie Egiptu. Czas wakacji może być więc okazją do niepowtarzalnych spotkań, doceńmy je.