Lato, wreszcie czas na zasłużony odpoczynek. Ale gdzie pojechać? Czy wybrać się do słonecznej Italii, czy do malowniczej Grecji, albo gdzieś bliżej…? Można znaleźć przepiękne miejsca w Polsce: góry, wybrzeże Bałtyku lub jeziora mazurskie…
Pan Bóg, Stwórca wspaniałego świata, obdarza słoneczną pogodą i wystarczy oderwać się od komputera, wsiąść na rower, aby doświadczyć piękna przyrody, aby przyjaźnie porozmawiać z drugim człowiekiem i dostrzec w nim swego brata lub siostrę.
Dziękuję Panu Bogu za dni spędzone w Bieszczadach (30 czerwca – 4 lipca). I tych, którzy jeszcze nie podjęli decyzji, zachęcam: Bieszczady zapraszają i dostarczą niezapomnianych przeżyć.
We wtorek, 30 czerwca, wraz z ks. Darkiem, który przez kilka lat posługiwał na Syberii, wyjeżdżamy w Bieszczady do Ustrzyk Górnych. Po siedmiu godzinach podróży samochodem (około 470 km z Wierzbna) jesteśmy u celu. Mamy zakwaterowanie w domu rekolekcyjnym obok kościoła pw. św. Anny. Po obiedzie idziemy na dłuższy spacer, aby rozprostować nogi, szlakiem na Wielką Rawkę. Wieczorem o 19.00 Eucharystia wraz z rozśpiewaną młodzieżą, uczestniczącą w rekolekcjach RAMu (Ruch Apostolstwa Młodzieży).
W środę po wspólnej modlitwie i śniadaniu idziemy w góry. Chcemy zdobyć Tarnicę (1346 m). Na szczycie znajduje się okazały kilkumetrowy krzyż, upamiętniający pobyt kard. Karola Wojtyły na tym miejscu i Wielki Jubileusz 2000-lecia. Przykro, że starszy pan, z którym chwilę rozmawiałem na szlaku nazywa ten krzyż „niepotrzebnym żelastwem”. Taka opinia boli, ale postanawiam pomodlić się za tego turystę. Na szczycie jesteśmy przed południem i wspólnie z ks. Darkiem odmawiamy „Anioł Pański”. Potem schodzimy szlakiem przez Szeroki Wierch (1268 m) do Ustrzyk. Malownicza trasa i przepiękne widoki.
W kolejnym dniu wybieramy się na Połoninę Wetlińską. Wchodzimy szlakiem na przełęcz M. Orłowicza i przez Szare Berdo i Hnatowe Berdo dochodzimy do Roha (1255 m). Zatrzymujemy się na krótki odpoczynek w schronisku PTTK „Chatka Puchatka”. Po 5 godzinach szlaku wśród szczytów porośniętych trawą i jagodnikiem schodzimy do Brzegów Górnych. Nogi odczuwają trudy szlaku, ale serce przepełnia zachwyt i duma.
„Polska jest piękna!” W piątek, bez względu na zmęczenie, znowu idziemy w góry. Mając do wyboru długą trasę na Halicz i łatwiejszą na Połoninę Caryńską, wybieramy połoninę. Busem podjeżdżamy do Brzegów, ale moje nogi jakby z drewna. Pan Bóg daje siły i wejście na Połoninę Caryńską wynagradzają przepiękne widoki. Najwyższy szczyt to 1297 m. Na szlaku dużo rodzin z dziećmi i rodzinna, życzliwa atmosfera. Wszyscy pozdrawiają się słowami: „Dzień dobry”. To wspaniałe dni podarowane przez Boga dla nas.
Z sercem pełnym wdzięczności wracamy do Wierzbna. Mam cichą nadzieję, że uda się w sierpniu wyjechać w góry z młodzieżą. Chwała Panu za wszystko – ks. Kazimierz