Spełniły się moje marzenia, ponieważ mogłem znów pojechać na Syberię, aby spotkać się z ludźmi bliskimi mojemu sercu, którym przez lata towarzyszyłem w drodze do Pana Boga i do Kościoła. Na Syberii doświadczyłem przedziwnego działania Bożego i widziałem wiele cudów Jego miłosierdzia. Jestem niezmiernie wdzięczny Opatrzności Bożej za czas posługi duszpasterskiej na Syberii (od września 1992 r. do lipca 2011 r.). To było dziewiętnaście pięknych lat mojego kapłaństwa.
Zanim przejdę do relacji z ostatniego pobytu wypada coś wspomnieć o tych 19 latach na Syberii. Pan włożył w moje serce gorące pragnienie pracy na misjach i w pierwszych miesiącach 1992 roku jasno zrozumiałem wolę Bożą, że mam jechać na Syberię i posługiwać ludziom, do których mnie pośle biskup Josif Werth z Nowosibirska. Pierwszą parafią był Tomsk, w którym na tzw. „woskresenskoj górze” wznosi się kościół zbudowany w 1833 r. przez polskich zesłańców. Proboszczem od 1991 r. był ks. Anton Gsell, a ja miałem odnajdywać i posługiwać katolikom na terenie tomskiej obłasti (obwodu), która jest większa niż terytorium Polski.
Pamiętam, jak wielkim szczęściem była dla tych ludzi możliwość przystąpienia do sakramentu pokuty. Np. w Aleksandrowsku na północy obłasti (ponad 1000 km od Tomska) odwiedziłem Josifa Ebersa, a ten od razu zaprowadził mnie do swego schorowanego przyjaciela Johansa, który od kilkudziesięciu lat czekał na kapłana, aby się wyspowiadać. Płakał ze szczęścia, że zdążył przed śmiercią pojednać się z Panem Bogiem i przyjąć Komunię św. Warto być kapłanem, aby i kilku takim katolikom, którzy w czasie komunizmu cierpieli za wiarę, pomóc pojednać się z Bogiem. W Tomsku moim nauczycielem języka rosyjskiego był Anatolij, zdeklarowany komunista. Codziennie przede Mszą przychodził do kościoła, aby sprawdzić moją homilię i uczyć mnie właściwie stawiać akcenty. Po kilku miesiącach ten ateista odnalazł Boga i prosił mnie o przygotowanie do spowiedzi. Odbywszy kurs katechez, mógł przystąpić do sakramentu pokuty i zaczął żyć we wspólnocie Kościoła. Odtąd wraz z młodzieżą w każdą niedzielę odwiedza więzienie dla młodocianych przestępców, aby mówić im o Chrystusie jako Zbawcy. Trzy lata posługi w Tomsku szybko przeleciały: powstało kilkanaście katolickich wspólnot w terenie, udało się nam odzyskać polski kościół w Biełastokie i pomyślnie rozwijała się praca z rodzinami na tzw. „Каникулах с Богом” czyli wakacjach z Bogiem.
W sierpniu 1995 roku ks. Biskup Josif skierował mnie na zachodnią Syberię do Tiumienia i Omutinki. Sytuacja nie była łatwa. Budynek kościoła w Tiumieniu był przekazany dla państwowego uniwersytetu i stanowił tzw. dom uczonych oraz salę koncertów organowych. Jako wspólnota parafialna mogliśmy tylko w środy i niedziele wynajmować kościół na 1 godzinę, aby odprawić Mszę św. Zawierzając sprawę zwrotu świątyni św. Józefowi, zacząłem zbierać dokumenty archiwalne, potwierdzające fakt, że jest to kościół zbudowany w 1905 r. przez Polaków, ówczesnych zesłańców. Podjęliśmy także różne działania, aby powiększyć wspólnotę katolicką w Tiumieniu (początkowo tylko około 20 osób) i szukać kontaktów z katolikami na rozległej Tiumienskoj obłasti (terytorialnie pięciokrotnie większa niż Polska). W Omutince była już zarejestrowana niemiecka wspólnota katolików i w niej znajdowałem oparcie. Wkrótce, z Bożą pomocą, udało się dotrzeć do katolików w Iszymie i Pleszkowo, aby i tam tworzyć wspólnotę wierzących. W 1997 roku dzięki pomocy niemieckich katolików została w ciągu kilku dniu wzniesiona w Iszymie niewielka świątynia. Wzrastało zainteresowanie Panem Bogiem wśród mieszkańców miasta i co tydzień zaczęliśmy sprawować w Iszymie Eucharystię i prowadzić katechizację. Pan Bóg błogosławił w pracy z młodymi i do sakramentu małżeństwa przygotowywało się kilka par narz
eczonych. Tatiana i Michaił pragnęli stworzyć chrześcijańską rodzinę, ale nie mieli dachu nad głową. Mieszkania w hotelu robotniczym nie brali pod uwagę ze względu na ciągłe tam libacje, awantury i pijaństwo. Gdy podzieli się tym problemem, zaproponowałem codzienną modlitwę w tej intencji. Pan Bóg przedziwnie prowadził, że po kilku dniach spotyka mnie Wiktor katolik, pracujący w telewizji i mówi o swoim mieszkaniu w Tiumieniu, które chce komuś wynająć, gdyż otrzymał zatrudnienie w TV na północy obwodu. Wspomniałem mu o Tani i Michaile, z radością dał im klucze do mieszkania. Pierwsze trzy lata młodzi małżonkowie skorzystali z życzliwości Wiktora. Dziś mają swoje mieszkanie i sześcioro dzieci. Innym znakiem od Pana Boga było odzyskanie kościoła w Tiumieni. Po ludzku sądząc nie było szans na zwrot kościoła, ale u Boga wszystko jest możliwe. Ufni w Bogu, parafianie codziennie modlili się do św. Józefa, który jest patronem tej wspólnoty. W maju udało się zebrać wszystkie dokumenty i zawiozłem je do ministerstwa własności i ministerstwa kultury w Moskwie. Regularnie co dwa tygodnie dzwoniłem, aby dowiedzieć się jak toczą się nasze sprawy. W listopadzie otrzymałem pozytywną odpowiedź, że kościół ma zostać przekazany wspólnocie katolickiej. Chwała Panu, 25 grudnia 1998 r. oficjalnie kościół pw. św. Józefa w Tiumieniu został zwrócony parafii.
Od maja 1999 roku zostałem proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego w Iszymie i moim zadaniem było posługiwanie katolikom i tym, którzy szukają Pana Boga w promieniu do 200 km wokół miasta. Początkowo mieszkałem gościnnie u parafian, ale udało się kupić mieszkanie i po remoncie służyło jako parafialne centrum. Dobrą reklamę Kościołowi robił Caritas, gdzie fachową pomoc mogli otrzymać ludzie przykuci do łóżka, wypożyczając środki rehabilitacji, mamy samotnie wychowujące dzieci, a także bezdomni i trudna młodzież, pragnąca zmienić swoje życie. W parafii
działał Klub Seniora, oraz wydawaliśmy parafialną gazetkę „Возрастание в Церкви” – „Wzrastanie w Kościele”. W ciągu 7 lat ukazało się 105 numerów „Возрастания в Церкви”, a w nich wypowiedzi ludzi i historia ich drogi do Pana Boga. Wspomnę świadectwo babci Emilii z Iszymu, która po 70 latach mogła przystąpić do spowiedzi i przyjąć Chrystusa w Komunii św. Wywieziona w 1936 r. z okolic Grodna, zdążyła jeszcze w wieku 7 lat przystąpić do I Komunii św., a potem zsyłka do Irkuckiej obłasti, następnie do łagru koło Nowosybirska. Przeżyła śmierć kliniczną i już w trumnie czekała na pogrzeb, ale ocknęła się i wróciła do normalnego życia. Po kilku miesiącach przygotowań Emilia Nieczajewa przystąpiła do swojej drugiej spowiedzi. A potem codziennie przychodziła na Mszę św. w Iszymie i będąc już głuchą zawsze prosiła, aby powtórzyć jej do ucha o czym była homilia. Dzięki Panu Bogu wspólnota wierzących w Iszymie powoli wzrastała, a także powstało kilkanaście wspólnot w terenie, z których największymi były wspólnoty w Gałyszmanowo i w Kazance. Z wielkim zaangażowaniem mężczyzn budowaliśmy kaplicę w Gałyszmanowo i do dziś troszczą się oni o swoją świątynię. Szczególnym znakiem Bożego błogosławieństwa była praca z rodzinami, comiesięczne spotkania w Caritasie, rekolekcje latem w ramach tzw. „Wakacji z Bogiem”. Dziś są to piękne wielodzietne rodziny, rodzice starają się przekazać wiarę swoim dzieciom oraz w różny sposób wspierają się nawzajem w troskach i kłopotach. Wielką pomoc rodzinom okazała nauczycielka języka polskiego, pani Dorota Kuzawińska, która przez 10 lat troszczyła się duchowe odrodzenie rodzin w Iszymie i w różnych miejscowościach.
Po dłuższym wprowadzeniu w realia Kościoła na Wschodzie, wróćmy do naszej wyprawy. Wraz z p. Dorotą Kuzawińską i jej koleżanką Bożeną przybyliśmy 3 lipca samolote
m do Tiumienia. Wyjechał po nas na lotnisko ks. Leszek Hryciuk, a później piękne spotkanie z kapłanami. Następnego dnia, we wtorek, pociągiem jedziemy do Iszymu i radosne przywitanie z parafianami na dworcu kolejowym. Zaraz z ks. Melicharem jedziemy do Pleszkowo, aby tam sprawować Eucharystię w niemieckiej wspólnocie. Choć minęło sześć lat, to czuję się jakbym nie wyjeżdżał od nich. Jestem szczęśliwy ze spotkania z Lwem Aleksandrowiczem Gerberem, który bardzo dużo pomógł przy budowie świątyni w Iszymie i w 2000 roku wyjechał do Niemiec, ale przed rokiem wrócił na Syberię. W środę z rana jesteśmy na zajęciach w Caritasie, a po obiedzie jedziemy na południe do wspólnoty w Ogniowo i Kazance. Z ogromną radością nas witają katolicy w Ogniowo (narodowości litewskiej, niemieckiej oraz ukraińskiej), a po Mszy św. goszczą blinami czyli naleśnikami ze śmietaną. Mieszkają ubogo, ale przyjmują z otwartym sercem. Szybko mija godzina rozmowy przy herbacie i trzeba jechać dalej do Kazanki. Tam będziemy sprawować Eucharystię u Jełgowskich w nowym domu. Przychodzi na Mszę św. dużo ludzi, Aleksander Gołynski jako organista gra na bajanie. Mówię w homilii o potrzebie budowania duchowego kościoła, jakim jest rodzina na fundamencie żywej wiary, poprzez czyny miłości i ufność złożoną w Panu. Tę wspólnotę tworzą głównie Polacy, którzy przejechali z Kazachstanu na Syberię. Wielką nadzieją są dzieci w każdej rodzinie. Modlą się o powołanie do służby Bogu w Kościele. Szybko biegnie czas i wieczorem wracamy do Iszymu. Następnego dnia mamy więcej czasu, odwiedzamy rodzinę Czechowskich w Łazawom, a później chore babcie, które nie mogą wyjść z domu. Pragnę nawiedzić także cmentarz, a na nim dwóch śp. Aleksandrów, którzy w wieku 18 lat niespodzianie szybko odeszli do Boga. Modlimy się także na mogile babci śp. Anny Szachunowej, Polki, która była radosną i głęboko wierzącą osobą. W czwartek na Mszę św. wieczorem w Iszymie przychodzi dużo ludzi, nie tylko katolicy, ale i prawosławni. Długo rozmawiamy stojąc przed kościołem. W piątek jedziemy do Wikułowo (około 130 km od Iszymu). Trudne rozmowy o sensie życia, ponieważ Jana 40 letnia córka gospodarzy zmarła na nowotwór. Nadzieją jest to, że w szpitalu w Omsku przystąpiła do spowiedzi i przyjęła sakrament chorych. W homilii staram się ukazać nadzieję życia wiecznego i gorąco się modlę. W drodze powrotnej choć już zapadł zmrok zajeżdżamy do Bolszowo Sarokino. Odwiedzamy rodzinę Łakowych, którzy bardzo wiele łask otrzymali od Pana Boga. Jurij wcześniej bardzo dużo pił, gdy się z nim zapoznałem leżał sparaliżowany na sienniku i myślał o samobójstwie. Nie był ochrzczony i nie znał żadnej modlitwy. Dałem mu wtedy obrazek z podstawowymi modlitwami i poleciłem, że jeśli chce żyć, to niech się modli, czyli czyta te modlitwy z ikonki. Dziś Jura nie pije alkoholu i jest odpowiedzialnym ojcem już dorosłych dzieci. W sobotę z rana kolejna wyprawa do katolików. O 9.00 rano mamy być w Omutince (140 km na zachód), aby sprawować Eucharystię w niemieckiej wspólnocie. Po Mszy św. pijemy herbatę, dzielą się swymi radościami, a ja opowiadam o parafii w Wierzbnie. Jest trochę czasu, aby pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem i jedziemy do Gałyszmanowo.
Gorące powitanie i łzy szczęścia ze spotkania. Czuję się jak w prawdziwej chrześcijańskiej rodzinie. Znów Msza św., podczas której zachęcam do gorliwości w apostolstwie, aby docierali do tych, którzy rzadziej przychodzą do kościoła. Jestem wdzięczny Panu Bogu za tych dobrych ludzi, z otwartym sercem i przepełnionych radością. W niedzielę 9 lipca rezygnujemy z wyjazdu do katolików w Nowotrawnoje, ponieważ obiecali przyjechać do Iszymu. Na Eucharystię o 10.00 przybyło dużo ludzi: rodziny z dziećmi, młodzież i starsi. Niektórzy przyjechali z daleka (np. Szangowi z Tiumienia, Mislerowie z Zawodoukowska, czy Motowiłowy z Wikułowo, oraz Skworeckasy z Gagare). Z serca dziękuję Panu Bogu za tutejszych katolików, promieniujących radością. Samych małych dzieci było ponad trzydzieścioro, spokojnie bawiących się przed świątynią. W homilii zwracam uwagę na słowa Pana Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28) i zachęcam do regularnego uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii. Po Mszy św., spotkanie w Caritasie, możemy wypić herbatę i rozmawiać ze sobą. Piękny czas dzielenia się swoimi radościami i troskami. Około 16.00 jadę do Walerego i Julii Popowych, którzy są szczególnie wdzięczni Panu Bogu, za swoją rodzinę i wszelkie łaski. Mają dwie śliczne córeczki. Walery przez 14 lat przyjmował narkotyki i wydawało się, że wszelkie modlitwy w jego intencji nie przynoszą skutku. Jednak Pan okazał swoją moc i od 9 lat Walery nie zażywa narkotyków, nie pije alkoholu i ostatnio rzucił palenie papierosów. Znów mam potwierdzenie, że u Boga nie ma sytuacji beznadziejnych. W poniedziałek żegnamy się z parafianami w Iszymie na porannej Eucharystii i jedziemy 370 km do Tobolska. Dziś w Tobolsku żyje ponad 200 tys. ludzi. W historycznej dzielnicy, u podnóża wzgórza, na którym wznosi się tzw. tobolski Kreml, polscy zesłańcy na początku XX wieku zbudowali piękny neogotycki kościół. Znaczącym sponsorem była polska rodzina Poklewskich-Kozieł. W tym czasie katolicka wspólnota w Tobolsku liczyła ponad 5000 osób. Niestety po rewolucji komuniści odebrali wierzącym świątynię i urządzili w niej skład filmów, propagujących nowy porządek według ideologii Marksa i Lenina. W latach 90. ubiegłego wieku, dzięki staraniom ks. Stanisława Kollera, świątynia w opłakanym stanie została zwrócona katolikom. Polacy budujący w tym czasie w Tobolsku kombinat chemiczny, podjęli się wielkiego dzieła – generalnego remontu kościoła, odbudowy wieży, wymiany zmurszałej cegły, wykonania posadzki i tynków oraz osuszenia terenu wokół świątyni. Obecnie w Tobolsku posługuje ks. Dariusz, a wspólnota katolicka liczy niewiele ponad 20 osób. Szczerze modlimy się na Eucharystii, aby ta piękna świątynia napełniła się katolikami. We wtorek mamy trochę czasu na zwiedzanie Kremla i spacer po starym Tobolsku. Po południu jedziemy do Tiumienia, ponieważ w środę rano mamy samolot do Moskwy i Warszawy. Trzeba wracać do Wierzbna. Serce przepełnia wdzięczność za tych życzliwych i otwartych ludzi. Obiecuję codziennie pamiętać o katolikach na Syberii, odmawiając w ich intencji choćby jeden dziesiątek różańca.
Bądź uwielbiony, Panie, za to, że swoją mocą i miłosierdziem otaczasz tych, którzy do Ciebie z ufnością przybiegają. Wdzięczny za dar powołania – ks. Kazimierz.
+++
Radość dzielenia się z innymi
W ostatnich dniach 03 – 12 .07.2017r. Pan Jezus ofiarował mi „piękną lekturę”– wyjazd do Rosji, gdzie w latach 2000 – 2011 miałam okazję pracować w Iszymie – Rosji, gdzie Proboszczem był Ks. Kazimierz Jóźwik- obecny Proboszcz parafii Wierzbno. Ks. Kazimierz po sześciu latach postanowił odwiedzić swoich byłych Parafian. Pan Bóg pozwolił mi zobaczyć, wręcz dotknąć wielu Łask jakie uczynił w parafii Iszym przez ręce Kapłana.
Pragnę podzielić się jedną sytuacją, która zapadła mi w duszę. Kiedy Rodzina Czechowskich przyjechała z Kazachstanu (gdzie nie dało się żyć: problemy z pracą, prześladowanie ruskojęzycznych narodowości, ciągłe wyłączanie ciepła, prądu…,brak perspektyw nauki dla dzieci, itp.) do Iszymu, była jesień i perspektywa długiej zimy. Pięcioosobowa rodzina zamieszkała w małym domku, rodzice nie mogli podjąć pracy, gdyż nie mieli jeszcze obywatelstwa i potrzebnych dokumentów, warzywa z ogrodu zabrali wcześniejsi gospodarze, brakowało drzewa na opał na całą zimę. W takiej sytuacji Ks. Kazimierz bardzo szybko podzielił się tym co miał, a przede wszystkim towarzyszył im duchowo… Rodzina doświadczyła wielkiej miłości od Kościoła…
Minęło sześć lat po tej sytuacji: Czechowscy mają już własny dom, urodziło się dwóch synów, Ojciec rodziny stracił przy budowie domu cztery palce u prawej ręki, obecnie ma pracę, starsze córki dobrze się uczą, mama Julia nie pracuje zawodowo, wychowuje dzieci, ale najpiękniejsza w tej rodzinie jest wzajemna miłość, radość dzielenia się z innymi….
Jura – ojciec rodziny mówi: „my nie możemy inaczej żyć taki przykład miłości, służby dał nam Ks. Kazimierz, a my teraz staramy się także dzielić się tym co posiadamy z innymi, nie tylko materialnymi wartościami, ale także duchowymi… Codziennie mamy dużo zajęć, umówionych spotkań czy zadań do zrealizowania. Czasami robimy wszystko naraz, czasami nie możemy się za nic zabrać, bo nasza uwaga jest rozproszona przez nadmiar czynności. W tym wszystkim brakuje czasu na zwykłe zatrzymanie się i odczuwanie radości z prostych czynności, cieszenia się z drobiazgów. Zrozumiałem ,że nasza rodzina ma się otworzyć na świat, na potrzeby ludzi w parafii, chcę wierzyć w dobro człowieka, uświadomiłem sobie, że niepotrzebnie tracimy czas na zamartwianie się, przejmowanie się drobiazgami. W życiu tak naprawdę najważniejsza jest… miłość. Potrzeba kochania jest tak silna w każdym człowieku, że jeżeli pozostanie niezaspokojona, jest nam naprawdę ciężko. To miłość potrafi nas pchać do działania, pozwala przenosić góry, ale też uczy nas, jak celebrować zwykłe chwile.
Staramy się pamiętać o tym, że miłość możemy dawać wtedy, gdy sami jesteśmy jej pełni, dlatego troszczymy się o częstą Eucharystię, spowiedź, wspólną rodzinną modlitwę. Dzielenie się miłością z drugimi ludźmi, w których mieszka Chrystus nie może nigdy zejść na drugi plan.”
Z wdzięcznością za te piękne chwile – Dorota
+++
Dziękuję Panu Bogu za dar pobytu w Rosji. Miałam tam możliwość uczestniczenia przez kilka dni w życiu tamtejszych katolików. Spotkania z nimi bardzo mnie ubogaciły. Uczestniczyłam w Mszach świętych, na które kapłan dojeżdżał nawet po kilkadziesiąt kilometrów. Odbywały się one w kaplicach albo w domach prywatnych. Cennym doświadczeniem było spotkanie w Ogniowo. W skromnym mieszkaniu, wśród kilku starszych kobiet, dzieci i młodych kapłan sprawował Eucharystię. Zachwyciła mnie prostota miejsca, zaangażowanie w śpiew, modlitwę, atmosfera niezwykłej gościnności. Pomyślałam, że mam w Polsce wiele darów: dostęp do kościoła, do kapłana i jego posługi, do sakramentu pokuty wtedy, kiedy go potrzebuję, a ci ludzie tylko raz w tygodniu mogą spotkać się z kapłanem i uczestniczyć we Mszy świętej. Zrozumiałam, że za mało doceniam te dary. Chcę się modlić za tych ludzi, gdyż wiem że potrzebują wsparcia.
W innym miejscu, tym razem w kościele, odczułam ducha rodziny: wzajemne powitania, uśmiech, życzliwość – zainteresowanie drugim człowiekiem. Dobrze było być wśród tych ludzi, nie przeszkadzało to, że nie znam języka i niektórych widzę po raz pierwszy. Uczestniczyliśmy w Mszy świętej i modliliśmy się do naszego wspólnego Ojca.
Zrozumiałam, że Kościół to wspólnota, którą należy budować w ludziach, których spotykam na swojej drodze chcę widzieć Jezusa.
Bożena
Galeria !!!