Czas urlopu, wakacje to szansa, aby oderwać się na chwilę od codziennych spraw i obowiązków, aby nabrać nieco dystansu i zregenerować się duchowo i fizycznie. Wielu pragnie duchowo odpocząć i w tym celu udają się np. do sanktuariów Matki Bożej. W Polsce fenomenem są piesze pielgrzymki zdążające do Matki Bożej na Jasną Górę, swoiste rekolekcje w drodze, gdzie pątnicy w trudzie i znoju zanoszą do Boga swoje intencje przez ręce Matki, „która wszystko rozumie”. Osobiście, jestem wdzięczny Panu Bogu za kilkudniowy pobyt w Kazachstanie. Mogłem odwiedzić kilka katolickich parafii: w Astanie, Karagandzie, Szczucińskie, Pietropałowsku i w Oziornom. Najbardziej zapadło mi w serce spotkanie z Polakami w Oziornom w sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju. Jest to narodowe sanktuarium katolików Kazachstanu, odpowiednik naszej Częstochowy.
7 i 8 lipca w Oziornom odbyły się wielkie uroczystości: jubileusz 25-lecia poświęcenia kościoła i odpust Matki Bożej Królowej Pokoju. W przeddzień odpustu dotarła do Oziornego grupa pielgrzymów (około 50 osób) z Kellerowki. „Musieli przejść po stepie ponad 30 km. „Niestety zabłądzili, – z uśmiechem opowiada kustosz i proboszcz, ks. Wojciech Matuszewski -, ponieważ na jednym ze stepowych rozwidleń poszli w niewłaściwą stronę i musieli trochę nadłożyć drogi”. W sobotę po uroczystej Mszy świętej za zmarłych budowniczych kościoła, biskup Atanazy Sznajder poświęcił figurę św. Józefa. Ks. Wojciech jest wewnętrznie przekonany o szczególnej opiece i wstawiennictwie św. Józefa w wielu sprawach duszpasterskich. W niedzielę na odpustowej sumie, przy ołtarzu polowym w kształcie jurty, zgromadziło się kilkaset osób. Głównym celebransem był nuncjusz apostolski abp Franciszek, a także metropolita Astany, abp Tomasz Peta i bp Atanazy Sznajder. Wśród dostojnych gości byli Piotr Ciołkiewicz i Mariusz Drapikowski – twórcy ołtarza Gwiazda Kazachstanu, a także przedstawiciele władz państwowych, wojewódzkich i rejonowych. Po Eucharystii już czekał pyszny odpustowy obiad: barszcz i ziemniaki z duszoną kapustą. Parafianki przygotowały obiad dla 450 osób. Była także możliwość degustacji wędzonego ratana, smacznej oziornowskiej ryby.
Przybyłem do Oziornego już po tych uroczystościach. Jestem pod wrażeniem tego miejsca, które mnie urzekło pod wieloma względami. Jest to niewielka miejscowość na stepie, oddalona 33 km od asfaltowej drogi. Jej mieszkańcy to w przeważającej mierze Polacy, przewiezieni w stepy Kazachstanu w 1936 roku z kresów Rzeczypospolitej i Ukrainy. Z wielkim podziwem przyjmuję fakt, że od ponad 20 lat katolicy w Oziornom całymi dniami modlą się przed Najświętszym Sakramentem. Obecnie mieszka tam niewiele ponad 350 osób. Niesamowite, że od 2007 r. w tej wiosce nad jeziorem Siostry Karmelitanki Bose założyły klasztor i wypraszają miłosierdzie Boże dla całego świata. Zdumiewa też fakt, że w czerwcu 2014 roku właśnie w Oziornom, a nie np. w Karagandzie, czy Astanie, został umieszczony ołtarz Maryi Gwiazdy Kazachstanu. Symbolizuje on jedną z 12 gwiazd w koronie Maryi Królowej Pokoju. Monstrancja przedstawia Maryję z sieciami ryb, trzymającą na ręku Jezusa, a Najświętsza Hostia jest głową Pana Jezusa. Tu codziennie od godz. 9.00 do 18.00 parafianie wraz z ks. Wojciechem i siostrami Służebniczkami modlą się o pokój na świecie, o pomyślność dla Kazachstanu i o miłość w rodzinach.
Ks. Wojciech, gorliwy duszpasterz, wszelkimi sposobami stara się umacniać swoich parafian w wierze. Zimą odwiedził prawie wszystkie domy w Oziornom, aby lepiej poznać mieszkańców, porozmawiać z nimi, poznać ich troski i oczekiwania. W Wielkim Poście parafianie gorliwie zaangażowali się w misje parafialne. Cieszy, że 9 dorosłych przygotowało się do pierwszej spowiedzi i Komunii św. oraz kilka par małżeńskich zawarło sakramentalny związek. Teraz w wakacje siostry Służebniczki: s. Lidia i s. Tatiana prowadzą obozy letnie dla dzieci z Oziornego i wiosek dojazdowych w promieniu do 50 km. Dużą pomoc okazują wolontariusze z Polski: Zuzia i Szymon, którzy z radością i z
apałem podejmują wszelkie zadania.
W miejscowej szkole jest sala muzealna, poświęcona historii Polaków deportowanych tu w 1936 roku z Ukrainy. W gablocie udało się znaleźć wspomnienia niektórych zesłańców. Pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich. Anna Iwanowna Białas (1920-2010) napisała: „W Chmielnickim rejonie, na Ukrainie mieliśmy wszystko: dom, ogród, gospodarstwo. W 1936 r. zabrali nam paszporty i oznajmili, że nasza rodzina ma zostać przesiedlona. Pod eskortą milicji odwieźli nas na stację kolejową. Tak rozpoczęła się nasza straszna droga na Wschód. Moje siostry: Marysia i Bronia urodziły się już w Kazachstanie. Mój brat Antoni nie wrócił z frontu, zginął na wojnie. Ciągle żyliśmy w strachu…”.
Iwan Pawenski wspomina: „Urodziłem się na Ukrainie w Tarnarudzie w Wołoczynskim rejonie. W maju 1936 r. zakomunikowano nam, że naszą rodzinę wysiedlają. Mieliśmy kilka dni za spakowanie ubrań, żywności i dobytku. Żegnaj rodzinna wiosko. A przecież przeżyłem tu 16 lat. Dnia 18 czerwca 1936 r. pociąg zatrzymał się na stacji Tainsza. Wyszliśmy z wagonów, aby się rozejrzeć. Ogarnęło nas przerażenie. Zobaczyliśmy przed sobą goły step. Po jakimś czasie załadowali nas w towarowe wagony i wkrótce byliśmy u celu. Bezkresny step, a w stepie paliki, które pokazywały, że tu będzie nasze zamieszkanie. Wiosną przyjechało około 700 rodzin. Pierwszym schronieniem były namioty 100-150 m długości. Do namiotu można było wziąć tylko łóżko i stół. Tak rozpoczęło się nasze życie – życie zesłańców”.
Iwan Kucza relacjonował: „Na bezgranicznym, gołym stepie stała studnia i brezentowe namioty. Było ich sztuk 20. W każdym osiedlali 10-15 rodzin”.
Na stepie Polacy zaczęli budować ziemlanki z tzw. samana, czyli suszonej na słońcu gliny, przemieszanej z suchą trawą. Podłoga i dach były z ziemi. W jednej ziemlance mieszkało zwykle 2-3 rodziny, czyli około 20 osób. Kazachowie przywozili deski i zamieniali za ubrania i naczynia. Komuniści utworzyli tam kołchoz „Krasnaja zaria” (Czerwona zorza). Ludzie orali ziemię własnoręcznie. Nie było żadnej maszyn. Zesłańcy musieli znosić twarde warunki życia. Zima roku 1936-37 była szczególnie surowa. Polacy nie przyzwyczajeni do tego klimatu często chorowali. Bywało, że dziennie z głodu i chłodu umierało do 15 osób, szczególnie dzieci. Na początku 1938 roku w Oziornom żyło 1559 osób (dane ze spisu ludności). W 1937 r. zaczęły się represje: nocą podjeżdżał czarny samochód nazywany czarną wroną i wywozili ludzi. Władysław Korczyński wspomina, że sąsiada wywieźli bez śladu, ponieważ zaśpiewał: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Babcia Luba wspomina: „Nieustannie żyliśmy w strachu. Wielu z naszych stało się ofiarami stalinowskich represji. Zakazali się modlić. Zakazali wieszać w domach ikony”.
Zima 1940-41 roku była bardzo śnieżna i wiosną wody roztopowe zalały nizinę obok wioski. Powstało jezioro, a w nim pojawiło się mnóstwo ryb. I właśnie te ryby wybawiły od śmierci głodowej nie tylko mieszkańców Oziornego ale i ludzi żyjących w oddalonych rejonach. Okazało się to ratunkiem dla głodujących ludzi. „To był cud ocalenia wyproszony na różańcu u Maryi, Matki Bożej i naszej Matki” – przekonuje babcia Mania. Obecnie jezioro ma około 7 km długości i kilka metrów głębokości. Według przekazu najstarszych mieszkańców to jezioro powstało 25 marca 1941 r. w święto Zwiastowania Pańskiego. Niesamowite, że czasami ono wysycha (np. w 1958 r. czy w 1980 r.), by znów się pojawić. Od 2016 r. znowu zachwyca swoją wielkością i przyciąga wielu rybaków. Władysław Korczyński mówił o przyjemności łowienia ryb, szczególnie zimą w przerębli. Zadziwia, że zimą może na tym jeziorze łowić nawet 200 rybaków i dla wszystkich wystarczy ryb. Mogliśmy poczęstować się smażoną rybą: ratanem albo okoniem.
Jako wotum wdzięczności, 24 czerwca 1997 roku na wyspie na tym jeziorze została umieszczona figura Matki Bożej z rybami, którą poświęcił św. Jan Paweł II. Wcześniej, bo w maju 1990 roku dzięki inicjatywie samych mieszkańców Oziornego zaczęła się budowa kościoła. Pierwszym proboszczem tutejszej parafii został ks. Tomasz Peta, obecny arcybiskup i metropolita Astany. W trzy lata później biskup Jan Paweł Lenga konsekrował świątynię i ogłosił Maryję – Królową świata i Patronką Kazachstanu. A w 1998 roku na Wołynskiej Sopce (12 km od Oziornego) został wzniesiony krzyż upamiętniający ofiary komunistycznych represji.
Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Oziornom to szczególne miejsce. Chociaż to wioska na stepie, to nie zapomniana. Przybywa tu wiele osób, aby się pomodlić i poznać historię tego miejsca. Prezydent Kazachstanu Nursultan Nazarbajew obiecał zrobić asfaltową drogę do Oziornego, aby i turyści i wierzący mogli tam swobodnie dojechać. Ks. Wojciech Matuszewski staje przed nowym wyzwaniem. Szuka sponsorów i zaczyna remontować zniszczony budynek po przedszkolu. Planuje przekształcić go w Dom Pielgrzyma.
I tak w sercu kazachskiego stepu kwitnie kult Maryi. Ogromna w tym zasługa Polaków. Tych, którzy wbrew własnej woli znaleźli się w tym miejscu i tych, którzy Kazachstan wybrali na miejsce swej duszpasterskiej posługi. Otoczmy szczerą modlitwą ks. Wojciecha Matuszewskiego i Polaków z Oziornego.
Chwała Bogu za Jego wielkie dzieła. Z modlitwą – ks. Kazimierz Jóźwik