Wierzbno powoli staje się maleńką przystanią. Na chwilę przybijają do niej duchowni i świeccy, którzy: „Idą na cały świat i nauczają wszystkie narody”. Na kilka dni przyjeżdżają do ojczystego kraju (zahaczając o Wierzbno), by ponownie wrócić do odległych o tysiące kilometrów miejscowości i tam realizować swoje szczególne powołanie. Ksiądz Jarosław Dziedzic i ksiądz Wojciech Matuszewski gościli u nas kilkakrotnie, możemy traktować ich jako przyjaciół parafii, inni dopiero odkrywają drogi wiodące do Wierzbna i wierzymy, że przybędą do nas jeszcze nie raz. Każde spotkanie z nimi jest dla nas okazją do poznawania innego oblicza Kościoła Powszechnego, wspólnot wiernych dopiero poznających Boga lub odkrywających Go na nowo.
5 sierpnia gościliśmy księdza Tomasza Denickiego. Od października 2012 roku pracuje w Boliwii. Początkowo w miejscowości Bulo – Bulo, a od 2014 jest proboszczem parafii katedralnej w Aiquile i jednocześnie pełni funkcję kanclerza Kurii Diecezjalnej. Oprócz miasta Aiquile, do parafii ks. Tomasza należy 98 wiosek rozrzuconych po górskich terenach Andów. By dotrzeć do swoich parafian mieszkających w najbardziej odległych miejscowościach musi jechać ok. 3 godzin samochodem i dalej wędrować pieszo. Dla wielu mieszkańców tych górskich miejscowości spotkanie z księdzem Denickim było pierwszym od piętnastu, dwudziestu lat spotkaniem z kapłanem. Eucharystia, sakrament pokuty i inne sakramenty często pozostają dla nich w sferze trudnych do zrealizowania marzeń.
Jak wygląda praca kapłana na misjach? Jak opowiadał nasz gość, realizuje takie same zadania, jak każdy kapłan w każdym miejscu na ziemi, ale w diametralnie innych niż nasze polskie czy europejskie warunkach. Różnice klimatyczne, kulturowe czy ekonomiczne, z jakimi spotykają się duchowni stawiają wysoko poprzeczkę dla ich misyjnej działalności. Nie jest łatwo głosić Słowo Boże w tym tropikalnym klimacie, wśród ludzi dla których czas jest pojęciem względnym, gdzie nie zawsze racjonalnie daje się wytłumaczyć podejmowane przez miejscowych decyzje i wybory, gdy spotkanie z daleko mieszkającą wspólnotą staje się prawdziwą wyprawą. Wraca z nich spalony słońcem, podrapany cierniami, pogryziony przez tysiące komarów „z odciskami na stopach”, zakurzony, zmęczony. Dodatkową trudnością, o której wspominał ksiądz Tomasz jest mieszanie się wiary chrześcijańskiej z pogańskimi zwyczajami miejscowych Indian. Długa nieobecność kapłanów sprawiła, że odżyły dawne wierzenia i zwyczaje. Często zaskakują one misjonarza i wymagają od niego dyplomacji. Jednym z przykładów podanych przez księdza Tomasza jest zwyczaj urządzania w domu zmarłego gościny przy otwartej trumnie. Ksiądz przybyły, by sprawować ceremoniał pogrzebowy, musi najpierw poczęstować się przygotowanym posiłkiem. Wysokie temperatury, duża wilgotność powietrza powodują bardzo szybkie zmiany ciała zmarłych. A tu jedzenie. Odmowa potraktowana byłaby jako obraza….
Inny świat, inni ludzie, inna mentalność i parafrazując – trudny świat , trudna codzienność. Taka pierwsza refleksja może zrodzić się w świadomości słuchających relacji misjonarza. W niektórych momentach opowieść księdza Tomasza brzmiała jak fragment powieści przygodowej na pograniczu z powieścią sensacyjną. Nie jest łatwo, ale jak zaznaczył nasz gość, wszelkie te trudności i przeszkody bledną wobec jednego – wielkiego pragnienia Boga i kapłanów w jego andyjskiej parafii. To uskrzydla, to dodaje sił. Tych ludzkich, fizycznych. A duchowo towarzyszy mu świadomość modlitewnego wsparcia płynąca przez rozległy ocean od rodziny, znajomych, przyjaciół i tych, którym na sercu leży niesienie Dobrej Nowiny do wszystkich zakątków kuli ziemskiej. Jak podkreślił taka modlitwa jest dla niego bardzo ważna i jest mu bardzo potrzebna. Także na nas, parafian z Wierzbna, liczy. Nie powinien się zawieść. Postaramy się pamiętać o księdzu misjonarzu Tomaszu Denickimi, o jego posłudze i parafianach w Boliwii codziennych modlitwach.
Małgorzata Wąsowska
