Jedni mają regionalny produkt, inni regionalną potrawę, a my? Czy jest coś, co może budzić pozytywne skojarzenia z naszą lokalną społecznością, być jej wizytówką? Lista propozycji lokalnych „produktów” nie byłaby zbyt rozbudowana i na pewno na czołowym miejscu w ich rankingu znalazłby się rodzinny festyn.
5 czerwca już po raz trzeci spotkaliśmy się na teren Zespołu Szkół w Wierzbnie, świadczyć o tym, że rodzina jest centralną wartością w naszym życiu, zacieśniać wzajemne relacje i wspierać finansowo prace modernizacyjne obiektu szkolnego (remont łazienek i remont kuchni). Wreszcie, by porozmawiać i spędzić niedzielne popołudnie w gronie sąsiadów, znajomych i przyjaciół. Festyn wypełnił lukę, jaka dotychczas była w tym obszarze i jest jedyną znaczącą imprezą o tak szerokim zasięgu. Nasza parafia, obok Zespołu Szkół i Urzędu Gminy, jest jej współorganizatorem.
Trzecia edycja festynu dowodzi, że wpisał się on na stałe do kalendarza wierzbniańskich imprez i uprawnia do stwierdzenia, że wypracował on swoistą formułę, która każdego roku uzupełniana
jest o nowe propozycje. W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, rozpoczęła się Mszą świętą w świątyni. Po jej zakończeniu nastąpił uroczysty przemarsz pod przewodnictwem Orkiestry Dętej z Liwa na teren Zespołu Szkół, centralne miejsce festynu. Tu na uczestników czekało wiele atrakcji. Dzieci mogły korzystać z dmuchańców, kul wodnych, przejażdżek kucykiem i powozem. Prowadzono loterię fantową i Los Szczęścia, odbywał się kiermasz prac uczniowskich i kiermasz prac uczestników WTZ w Jaworku. Podczas aukcji wylicytowane zostały, podarowane przez życzliwych imprezie na potrzeby festynu przedmioty: ikona, szachy, torty, książka z przepisami kulinarnymi. Była to także okazja do zaprezentowania szerszej publiczności prac miejscowych twórców ludowych (prace w drewnie p. Mariana Drabarka) oraz przeglądu zdolności i umiejętności dzieci i dorosłych. W ciągu kilku godzin przez festynową scenę przewinęło się grono „artystów”, którzy śpiewali, grali, tańczyli i wcielali się w role. Można było podziwiać przedszkolaków, zerówkowiczów, uczniów szkoły podstawowej, gimnazjalistów, miejscową scholę, rodziców i osoby bezpośrednio ze szkołą nie związane. Nad fizyczną kondycją uczestników festynu czuwała festynowa kuchnia, w niej ciasta, krokiety, staropolski żurek, faszerowane pieczarki, grillowana kiełbaska, karkówka i kaszanka.
Te stałe i sprawdzone w latach ubiegłych punkty programu w tym roku wzbogacone zostały o kącik naukowy oraz przedstawienie o charakterze religijno – historycznym, nawiązujące do 1050 rocznicy chrztu Polski (odsyłam do oddzielnego tekstu poświęconego spektaklowi). Intencją organizatorów jest bowiem uzupełnianie treści lekkich, łatwych i przyjemnych o elementy skłaniające do refleksji.
Efekt finalny, czyli wymienione pokrótce poszczególne punkty bardzo bogatego festynowego programu, to wynik współpracy lokalnych instytucji i osób prywatnych. Kolejny raz okazało się, że naszą społeczność tworzą także ludzie pełni inwencji twórczej, zdolni do bezinteresownych działań, zainteresowani promowaniem ponadczasowych wartości i postaw.
Festyn rodzinny „Rodzina górą!” naszym „lokalnym produktem”? Może być czynnikiem promującym naszą małą Ojczyznę? Na pewno nie mamy się czego wstydzić, więcej, może być powodem do satysfakcji i dumy. Od innych zarejestrowanych produktów lokalnych (zastrzeżonych m.in., znakiem R w kółku) różni się jednak zasadniczo. Gdy powielanie, wytwarzanie tych pierwszych przez osoby z zewnątrz może mieć konsekwencje prawne, tak my zachęcamy innych do wykorzystywania naszych pomysłów. Są to działania sprawdzone, a uśmiechnięte twarze uczestników naszego festynu są obiektywną i raczej wysoką ich oceną.
Małgorzata Wąsowska
